Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pierniki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pierniki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Wybór Świątecznych Przepisów: Pierniczki i Pierniki

                   Piernik i pierniczki czyli aromatyczna kwintesencja Świąt :) Pachnące cynamonem lub imbirem, lukrowane albo oblane czekoladą. Kruche, puszyste albo nadziewane. Leżakujące rok, ekspresowe albo z dodatkiem żytniej mąki. Nawet z dodatkiem marcepanu. Jakie Wy lubicie? :)


Pierniki i Pierniczki

środa, 25 listopada 2015

Marcepanowe Pierniczki

Dziś Świętej Katarzyny. Niniejszym sezon świąteczno-piernikowy uważam za otwarty! :) Zaczynamy pierniczkami z marcepanem. Proste w przygotowaniu, baaardzo kruche, a w smaku wyczuwalnie marcepanowe. Przepis na podstawie receptury znalezionej u Pieczarki Mysi. 

Marcepanowe Pierniczki


sobota, 20 grudnia 2014

Pierniczki świata, cz.6: Pepperkakor

                     W ostatniej części swojej piernikowej podróży odwiedzamy Szwecję. Tamtejsza wersja pierniczków jest bardzo charakterystyczna; kruche, cieniutkie ciastka są zrobione nie na miodzie, ale na melasie, która oprócz smaku nadaje im też nieco ciemniejszego koloru. Pierniczki są też ostrzejsze w smaku i zawierają dodatek kawy. To zdecydowanie najwytrawniejsze z wszystkich tegorocznych propozycji. Gdyby ktoś zapytał mnie, które z nich najlepiej nadają się dla dorosłych, to z całą pewnością wskazałabym właśnie na pepperkakor. Wydaje mi się też, że nie powinny być zdobione, ale jakoś nie mogłam się oprzeć, by nie podkreślić ich kształtu lukrowym konturem. 



Pepperkakor


poniedziałek, 15 grudnia 2014

Pierniczki świata cz.5:Tylko nie moje guziczki!!!

                      Lubicie Shreka? Ja uwielbiam! Ale najbardziej, najbardziej na świecie, kocham Pana Ciastka :) Marzyłam o tej angielskiej odmianie pierniczków od liceum i wreszcie są, a w dodatku mam kuchnię pełną facetów :)  I mocno pachnącą imbirem ... Bo od tych ciastek imbirem pachnie cały dom. Pierniki w ogóle są bardzo aromatyczne, ale te biją wszelkie rekordy. Trzeba też przyznać, że ze wszystkich moich pierniczkowych propozycji to właśnie te są najłatwiej rozpoznawalne w smaku. Jeżeli lubicie imbir, który mnie kojarzy się głównie z kuchniami azjatyckimi, na pewno przypadną Wam do gustu. 




Imbirowe Ludziki


niedziela, 14 grudnia 2014

Pierniczki świata cz.4: Pierniczki Alpejskie

                 Te pierniczki to nasz tegoroczny hit. Od samego upieczenia są cudownie mięciutkie i puszyste i nie twardnieją nawet przez chwilę. W smaku lekko wytrawne, idealnie nadają się do zdobienia lukrem i nawet pokryte nim w całości nie tracą charakterystycznego, piernikowego smaku i zapachu. Absolutnie najlepsze. 


Pierniczki Alpejskie


sobota, 13 grudnia 2014

Pierniczki świata cz.3: Ekspresowe renifery z mąką żytnią*

                         Jedno z moich pierniczkowych marzeń właśnie ze względu na zawartość mąki żytniej, która z zasady w piernikach powinna być, a pojawia się w baaardzo niewielu przepisach. A szkoda, bo jej dodatek nadaje im naprawdę niepowtarzalnego, charakterystycznego smaku.                                         
                            Dodatkowo ten przepis jest prezentem dla wszystkich zapracowanych mam; robi się szybko, nie wymaga leżakowania ani przed upieczeniem ani po. Możecie upiec je teraz albo nawet dopiero w samą Wigilię a i tak będą pyszne! Są doskonale do wspólnego dekorowania z dziećmi. Wybrałam dla nich wycinany ręcznie kształt reniferzych łepków, ozdabiałam kolorowym lukrem i odrobiną masy cukrowej. 




Ekspresowe Pierniczki (z mąką żytnią)


niedziela, 7 grudnia 2014

Pierniczki świata cz.2: Niemieckie Lebkuchen

              Niemieckie Lebkuchen wyraźnie różnią się od polskich pierniczków, szczególnie wizualnie. Są znacząco bardziej miękkie i puszyste, co jednak powoduje, że nie da się z nich wykrawać wymyślnych kształtów. Nie widziałam też nigdy, żeby ktoś zawracał sobie głowę jakimś szczególnym ich ozdabianiem. To po prostu małe, okrągłe gniotki :)
              Za to zdecydowanie nadrabiają smakiem. Mięciutkie, oprócz miodu charakterystyczny jest dla nich wyraźny, cytrusowy aromat i posmak migdałów, a wśród przypraw zdecydowanie dominuje cynamon. To szybkie pierniczki, które nie wymagają dłuższego leżakowania, choć doskonale je znoszą. Można upiec je teraz albo wstrzymać się do ostatniej chwili, są gotowe do jedzenia już następnego dnia. 
              Przepis nie zawiera jajek i mleka, jeżeli więc zastąpicie masło tłuszczem roślinnym mogą być doskonałym świątecznym prezentem dla wegan lub osób z nietolerancją laktozy. 

Lebkuchen


sobota, 6 grudnia 2014

Pierniczki Świata cz.1: Toruńskie Katarzynki

                  Piernik, który pokazałam tu wczoraj jest ubiegłorocznym wspomnieniem. W tym roku postanowiłam jednak zastąpić go miniaturkami. Będą małe pierniczki z różnych stron świata. A na pierwszy ogień poszły nasze rodzime Katarzynki :)
                  Katarzynki to dość duże, twardawe (choć już nie kruche), grube pierniczki w kształcie regularnej chmurki, bez nadzienia. W smaku łagodne, bardziej miodowo-karmelowe niż przyprawowe. Pamiętacie je z dzieciństwa? No właśnie. A jak pamiętacie? Bo ich zdobienie prawie wywołało w naszym domu wojnę. Moim zdaniem, powinny być w czekoladzie. Ktoś inny zawzięcie bronił wersji lukrowanej. I w końcu kwestię rozstrzygnął Mój Tata: ani takie, ani takie. Katarzynki były po prostu w mące i tyle. I takie właśnie upiekłam. 
                  Przepis powinien się spodobać osobom dbającym o linię, bo Katarzynki nie zawierają tłuszczu. 

Pierniczki Katarzynki

piątek, 5 grudnia 2014

Piernik Tradycyjny

                  Piernik to ciasto o bogatej historii. Jeżeli dobrze pamiętam, tradycja jego pieczenia sięga w Polsce XIV wieku i wiąże się, oczywiście, z Toruniem. Podobno wówczas pewna miejscowa Kaśka chcąc ulepszyć ciasto pieczone na królewską ucztę, dodała do niego miodu, a według innej przypadkowo wsypała do niego ... pieprz. Tak właśnie miało powstać "ciasto pierne" czyli pieprzne lub ostre łączące słodycz miodu i charakterystyczny smak przypraw. Zawsze mam wrażenie, że to kwintesencja polskiej kuchni: miejscowe złoto czyli miód zmiksowany z barokowym "Pieprzno i szafranno ... ", a do tego dobra tradycja ciasta fermentującego. Bo przecież dobry piernik musi dojrzeć! A wszystko przez miód, który sprawia, że ciasto jest twarde i musi wyciągnąć wilgoć z powietrza. Po upieczeniu albo już po, ale zawsze trwa to minimum 2 tygodnie, a najlepiej nawet 3 miesiące. Optymalny czas leżakowania ciasta wynosi 6 tygodni.
                  Od lat szukam przepisu na piernik prawdziwie staropolski, czyli taki, który będzie upieczony na sodzie nie na proszku (a chętnie na zakwasie) , koniecznie z mąką żytnią, na miodzie za to bez cukru. W żadnym razie niepodobny do Murzynka, czyli bez kakao i wcale nie puszysty. Do tej pory jeszcze nie znalazłam. ale ten który chciałabym Wam dziś pokazać jest naprawdę blisko ideału. Najlepiej smakuje przełożony domowymi powidłami z węgierek i oblany czekoladą. Jeżeli macie ochotę to już naprawdę ostatni dzwonek, by zdążyć na Święta ....

Piernik Tradycyjny


wtorek, 20 września 2011

Torcik Podwójnie Marchewkowy

Była już w cieście podwójna cukinia czas na podwójną marchewkę. Obiecałam przecież, że do akcji Warzywa w Słodyczach zgłoszę trzy przepisy. I najlepsze zachowałam na koniec, bo ten torcik zaskoczył mnie samą. Marchewka, cynamon, miód zamiast cukru, wyczuwalny smak kawy i delikatny, orzeźwiający marchewkowy krem. Śmiało polecam nawet tym, którzy nadal nie ufają warzywnym dodatkom w ciastach. Przepis na ciasto pożyczyłam od Bei dokonując niewielkich tylko zmian, krem wymyśliłam sama.

Ciasto Cynamonowo-Marchewkowe



Składniki:

15 dag miodu
2 jajka
30 dag mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
3 łyżki dobrego kakao
1 łyżeczka cynamonu
10 dag startej marchewki
6 łyżek stopionego masła
5 łyżek mocnej, ciepłej kawy

Wykonanie: 

Jajka ubiłam z cukrem, dorzuciłam pozostałe składniki i doprowadziłam do odpowiedniej konsystencji rozrzedzając roztopionym masłem i ciepłą kawą. Piekłam ok 45 minut w 180 stopniach, w tortownicy o średnicy około 23 m. Wyjęłam z piekarnika, wystudziłam i przekroiłam na dwa blaty, a następnie przełożyłam marchewkowym kremem. 

Krem Marchewkowy



Składniki:

2 małe soczki marchewkowe np. Kubuś
2 budynie waniliowe
3 łyżki cukru
1/2 kostki masła

Wykonanie:

Po prostu ugotowałam na soku budyń. Co znaczy, że odlałam pół szklanki soku i rozmieszałam w niej proszek budyniowy i cukier. Resztę soku zagotowałam i mieszając wlewałam rozrobioną miksturę. Mieszałam trzymając na ogniu aż budyń zgęstniał. Gdy lekko przestygł, zmiksowałam z masłem.

S m a c z n e g o !

poniedziałek, 22 listopada 2010

Lukrowane Pierniczki

No wiem, wiem. Jeszcze trochę za wcześnie na świąteczne wpisy. Ale nic na to nie poradzę, że Pierniczki Mojej Babci trzeba upiec co najmniej 4, a najlepiej 6 tygodni przed Świętami. Taki ich urok. Kiedy wyjmuje się je z pieca, wydaje się, że są totalnie niedopieczone. Gdy tylko wystygną, robią się twarde jak kamień i dopiero po kilku tygodniach miękną, kruszeją i zaczynają nadawać się do jedzenia. Nie mam pojęcia dlaczego. Tak po prostu jest. 

Babcia zwykle piekła te pierniczki, zamykała w papierowych torebkach, a później upychała po wszystkich kuchennych szafkach. Wszyscy korzystaliśmy z byle okazji, żeby Jej je wykradać. Wycinała je foremkami, lukrowała, czasem ozdabiała posypką. I wcale Jej się nie dziwię. Miała sześcioro dzieci i tuzin wnucząt, a z czasem jeszcze gromadę prawnucząt i każdy dostawał przed Świętami paczuszkę z tymi pierniczkami. A w dodatku część tajemniczo znikała dużo wcześniej. Kiedy przeczytałam Jej przepis, przeraziłam się - był obliczony na i 2,5 kg mąki! 



W tym roku postanowiłam użyć Babcinego przepisu, ale chciałam żeby moje pierniczki były wyjątkowe, wycinałam je więc ręcznie i żmudnie malowałam kolorowymi lukrami przy użyciu pędzelka. Przeliczyłam porcję na 1,5 kg mąki. Wyszło mi z tego około 150 pierniczków, a do tego chatka i sanie z reniferami, więc kwestia prezentów dla znajomych rozwiązała się sama. Zrobienie i ozdobienie tego wszystkiego zajęło mi równiuteńki tydzień. Do zdobienia użyłam szablonów z książki Agnieszki Bojrakowskiej - Przeniosło "Ozdoby z Piernika". Efekty i przepis prezentuję poniżej.

Jeszcze jedno - to jest dla mnie swoista podróż sentymentalna. To pierwszy rok, w którym gotowanie jest dla mnie tak ważne, świadome i samodzielne. Dlatego właśnie rezygnuję z wszelkich gazetowych porad i korzystam z Rodzinnej Skarbnicy Wiedzy. Mojej Babci już nie ma, ale pozostał mi po niej pożółkły zeszyt i mnóstwo luźnych, zapisanych ołówkiem karteczek. Stanowią mój skarb i od nich zaczynam. Te Święta będą u nas bardzo staroświeckie, dokładnie takie jak u Babci. 

L u k r o w a n e   P i e r n i c z k i   M o j e j   B a b c i



Składniki:
(przeliczyłam porcję na rozsądniejsze 1/2 kg mąki)

1/2 kg mąki
3 dag cukru
5 dag masła
2 jajka
20 dag miodu
1 dag sody oczyszczonej
1 opakowanie przyprawy do piernika

Wykonanie:



Miód wylewam na patelnię, mieszam z cukrem i przyprawą korzenną. Smażę aż wszystko połączy się w gęsty, gładki syrop. Zapach jaki unosi się przy tym w całym domu, jest już nagrodą samą w sobie. 
Mąkę mieszam z sodą i wysypuję na stolnicę, robię w niej wgłębienie do którego wbijam jajka i wlewam mieszankę miodowo-przyprawową. Zagniatam gładkie ciasto i wstawiam na 3-4 dni do lodówki.
Dopiero po tym czasie rozwałkowuję ciasto (jeśli pierniczki mają być ręcznie wycinane, polecam rozwałkowanie bardzo cienko, bo rosnąc łatwo tracą kształt i pękają na powierzchni). Przykładam papierowy szablon i wycinam nożykiem pożądany kształt. 
Układam na omączonej blasze i wkładam najpierw na kwadrans do lodówki (dzięki temu nie odkształcają się), a później dopiero na kwadrans do piekarnika. Po wyciągnięciu wyglądają na surowe, bo są bardzo mięciutkie i prawie lejące, dopiero stygnąc nabierają twardości. Po miesiącu znów miękną i dopiero wtedy nadają się do jedzenia.
Zimne maluję lukrami - zwykłym białym z wody i cukru pudru. Powinien być bardzo gęsty. Podczas malowania, kiedy jest płynny wydaje się prawie przejrzysty, ale bieleje podczas twardnięcia uzyskując ostateczny efekt w ciągu około 24 h. Do czerwonego dodaję odrobinę soku malinowego, do brązowego trochę tłuszczu i dobrego kakao. Bardziej puchate elementy ozdabiałam wiórkami kokosowymi sypanymi na miękki lukier.



S m a c z n e g o !

A oto moja Pierniczkowa Galeria :)






piątek, 29 października 2010

Festiwal Dyni

. . . zacząć czas. Sądząc po wpisach na innych blogach i tak jestem już nieco spóźniona. - Nic to - jak mawiał Pan Wołodyjowski, już nadrabiam. Tym samym dołączam się do akcji zorganizowanej przez Beę z blogu Bea w Kuchni.





Zacznę od tego, że dynia to nie dynia, to nie dynia. Dynia to korbol. Tak mówiła moja Babcia. Szczególnie właśnie o tej porze roku. Gdy we Wszystkich Świętych chodziłyśmy na cmentarz, mijałyśmy pole dyniowe. Wtedy Babcia uśmiechała się pod nosem i mówiła: "Na szagę bez pyry pod korbole." I tym jednym gwarowym żarcikiem zamieniała ponure, listopadowe święto w zupełnie inny, znacznie pogodniejszy dzień. "W antrejce na ryczce stoją pyry w tytce" odpowiadała zwykle jedna z moich cioć. 

Dziś Ciocie daleko, a Babci już nie ma. Ale ze względów sentymentalnych, to jedno gwarowe słowo wraca do mnie każdej jesieni. Korbol, a nie dynia. No i może właśnie dlatego, od początku wiedziałam, że przynajmniej w tym roku, odnośnie dyni nie będzie na moim blogu żadnych nowoczesnych przepisów rodem z kuchni fusion i włoskiej. Ulubioną pitą z dynią popiszę się przy innej okazji. A na Festiwalu Dyni będzie Banianka i Korbol Mojej Babci. 

Tym bardziej, że w tym roku mam ochotę na dynię w roli owocu, czyli w wersji słodkiej. Wiem, że ostatnio jakoś bardziej traktuje się ją jako warzywo - soli, miesza z czosnkiem, panieruje. A ja chciałam po staremu. Dynia ma dla mnie taki pośredni smak - coś miedzy pomarańczą a morelą. I to właśnie ten jej cudowny, owocowy posmak, mam ochotę wykorzystać. 

Taka oto przerośnięta dynio-morela rozgościła się w tym roku w mojej kuchni. Nie znam się na gatunkach. Wybierałam po  Babcinemu - korbol miał być wydłużony i pomarańczowy, niezbyt twardy. I tyle. 

W ten sposób rozpoczęła się Dyniowa Masakra czyli Oprawianie Korbola. Być może to przez haloweenowe skojarzenie z sympatyczną mordą, krojenie dyni ma dla mnie trochę okrucieństwa. A poza tym nie jest to łatwe, bo dynia do mięciutkich owoców nie należy. Zalecam użycie mężczyzny w roli narzędzia obierającego :)

Zwykle wszystko zaczyna się od rozkrojenia dyni  potężnym nożem  na ćwiartki.  I teraz mała, damska rączka wybiera ze środka dyni to, co się wybrać da. Czyli po pierwsze: pestki. U mnie nigdy się nie marnują. Piekę chleb i dyniowe pestki to jeden z moich ukochanych dodatków. Porcja z jednego korbola i tak nie wystarczy mi na cały rok, ale zawsze co włąsne, to własne. Starannie wybieram więc wszystkie pestki i odkładam na osobną blaszkę. Później taka blaszka wędruje sobie na okno, żeby miała przewiew. A po każdym pieczeniu ciasta albo chleba, do stygnącego piekarnika. Zwykle 2-3 takie seanse wystarczą. Później trzeba już tylko powyłuskiwać zielone skarby z białych łupinek i przechowywać, zupełnie jak orzechy, w płóciennym woreczku. 



Kolejna rzecz, to wyjmowane ze środka pomarańczowe nitki, które zwykle lądują w koszu. A mnie ich zawsze szkoda. Kiedyś, jeszcze za pięknych studenckich czasów, dostałyśmy z koleżanką dynię w prezencie. I niczego nie chciałyśmy zmarnować. W ten sposób narodziły się placuszki z dyniowych włosków, które co roku otwierają u nas sezon na korbola. 

P l a c u s z k i   z   d y n i o w y c h   w ł o s k ó w



Składniki: 

włoski z wnętrza jednej dyni
1 jajko
3 łyżki śmietany lub gęstego jogurtu
3 łyżki cukru
1 szklanka mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
olej do smażenia
cukier puder do posypania





Wykonanie:

To jest przepis studencki, nie może więc być skomlikowany. Wystarczy tak po prostu wszystko zmiksować i odstawić na godzinkę, żeby ciasto trochę odpoczęło. A później smażyć na gorącym oleju słonecznikowym (tak po cztery placuszki na jednej patelni) i po smażeniu układać na papierze kuchennym, żeby je z nadmiaru tłuszczu odsączyć. Ułożone na talerzu posypuję przez sitko cukrem pudrem i jeszcze gorące podaję na stół. Znikają zwykle błyskawicznie. I pięknie wyglądają, bo dynia nadaje im niecodzienny, żółto-pomarańczowy kolor.

W tym miejscu warto zaznaczyć, że dynia doskonale się przechowuje. Zwykle kupuję dwie sztuki. Jedna od razu wędruje do kuchni, a druga do . . . chłodnej spiżarni, gdzie spokojnie może spędzić kilka miesięcy. Pierwszą zużywam w całości, od razu. Drugą później, po kawałeczku. Raz rozkrojoną dzielę na plastry, wkłądam do woreczków i chowam do zamrażalnika. W ten sposób dostęp do świeżej dyni mam przez cały rok. 



Z rozkrojnej dyni odcinam zwykle kawałek na tyle duży, by otrzymać z niego 30 dag pozbawionego skóry miąższu, ścieram na najgęstszych oczkach i piekę z niego swoje pierwsze zimowe ciasto, czyli:

P i e r n i k   z   d y n i ą





Składniki:

25 dag startego miąższu z dyni
15 dag mąki
15 dag cukru pudru
10 dag rozpuszczonego i wystudzonego masła
2 jajka
1/2 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczki imbiru
1/2 łyżeczki pieprzu
1/2 łyżeczki zmielonych goździków
2 łyżeczki sody oczyszczonej
szczypta soli
5 dag namoczonych rodzynek



Wykonanie: 
Mąkę mieszam z sodą, cukrem pudrem, solą i przyprawami oraz rodzynkami. Ubijam jajka stopniowo wlewając jajka, dość długo około 20 minut. Masę jajeczną mieszam drewnianą łyżką z dynią i mieszanką sypkich produktów.  Gotowe ciasto przelewam do natłuszczonej i wysypanej bułką tartą keksówki. Piekę do suchego patyczka, około godziny w tmperaturze nie wyższej niż 200 stopni.

No dobrze. Ale obiecałam przecież regionalizmy. Tym razem, zainspirowana pochodzeniem przyjaciółki, sięgnęłam do tradycji rzeszowskich. Obok placuszków i piernika, powstała więc także:

B a n i a n k a

Banianka, to teoretycznie rodzaj dyniowej zupy mlecznej z domowym makaronem. Teoretycznie. Bo w praktyce, nabiera raczej konsystencji włoskiej pasty. Podaję oryginalny przepis na wersję słodką, ale, podobnie jak dyniowe placuszki można ten przepis przerobić na słono, zamiast cukru dodając sól. Do placuszków będzie pasował czosnek i natka pietruszki. Do banianki warto dodać odrobinę pokrojonej w kostkę szynki. Wtedy dyniamrobi za anansa i otrzymujemy wersję hawajską zamiast rzeszowskiej :)
 
Składniki na domowy makaron:

1/2 kg mąki krupczatki
(można użyć zwykłej mąki, ale krupczatka jest tajemnicą Mojej Mamy - dzięki temu ciasto jest twardsze i mniej się klei)
2 jajka
(klasyczny makaron czterojajeczny zakłada proporcję 4 jajka na 1 kg mąki)
szczypta soli
zimna woda według potrzeb - zaczynam zazwyczaj od 1/2 szklanki



Wykonanie:

Mąkę zagniatam z jajkami i solą, później dolewając wody w zależności od potrzeb. Następnie rozwałkowuję ciasto na cienki placek, który kroję na paski. Każdy pasek kroję wzdłuż krótszego boku na niezbyt cienki w tym przypadku makaron i rozsypuję po całej stolnicy przesypując mąką, żeby podsechł i nie posklejał się. 
Składniki na zupę:

3/4 l mleka.
1,5 kg dyni
1 cukier waniliowy
3 łyżki cukru
1 łyżeczka cynamonu do posypania

Wykonanie:

Dynię obieram i kroję w niedużą kostkę. Mleko gotuję z cukrami i na wrzątek wrzucam dynię. Gotuję aż dynia zmięknie (trwa to około 20 minut). Wtedy wrzucam do mleka surowy makaron i dalej gotuję jeszcze około 10--15 minut, cały czas mieszając, bo gęstniejąca banianka lubi się przypalać. 
Mnie smakuje wersja z grubym makaronem, ale niektórzy wolą cieniutkiee niteczki, np. typu vermicelli. Wtedy całość przypomina nieco ryż na mleku. Jeśli ktoś lubi już na talerzu można posypać cynamonem.

No i wreszcie nadszedł czas na ukoronowanie dyniowych przysmaków, czyli:

M a r y n o w a n y   K o r b o l   M o j e j    B a b c i

To jest ukochany, rodzinny przepis. Naprawdę polecam. Zimą jest świetnym dodatkiem do mięsnych obiadów. Odznacza się wyrafinowanym słodko-kwaśnym smakiem. Znacznie wyraźniejszym niż np. gruszki w occie. Obecny w naszej spiżarni od lat. 


Składniki:

1 kg pokrojonej w kostkę dyni
goździki, cynamon, imbir, skórka otarta z 1 cytryny (bez białych części)
3 szklanki wody
1/2 kg cukru
1/2 łyżeczki soli
1/2 szklanki octu 10%

Mała uwaga: Jeśli ktoś posiada odpowiednią łyżeczkę, to taka dynia wygląda efektowniej, gdy wydrąży się z niej kulki. Bardzo zodobne będą wtedy spiralki wycinane ze skórki cytrynowej. 


Wykonanie:

Z połowy cukru i wody gotuję syrop. Dynię obgotowuję w powstały syropie, odcedzam i od razu wkłądam do słoików. Do każdego słoika wrzucam kilka goździków, kawałek kory cynamonu i skórkę cytrynową. 
Do pozostałego syropu dosypuję reszte cukru, zagotowuję i mieszamz octem. Taką gorącą jeszcze zalewę wlewam do słoików z dynią. 
Pasteryzuję około 20 minut. 

S m a c z n e g o    K o r b o l a !