Ale, jak to zwykle w życiu bywa, obcowanie z drugim człowiekiem na ogół jakoś nas wzbogaca. Po dawnych znajomych, przyjaciołach czy chłopakach zwykle coś nam zostaje. Zapachy, muzyka, książki, filmy, a czasem smaki. Po diecie wegańskiej zostały mi domowe Sajgonki, a niedawno Anka, która właśnie wróciła z wymarzonej podróży do Tajlandii, przywiozła mi stamtąd zauroczenie do delikatnych, świeżych o Thai Rolls. Wyjęłam więc z głębi szafy zapomniany zapas papieru ryżowego i, jak to kobieta, nie mogąc się zdecydować, wyczarowałam i jedno, i drugie. Ostrzegam, że przepisy nie są bardzo ortodoksyjne, ale za to zdecydowanie smaczne.
wtorek, 30 czerwca 2015
Odrobina Azji
Od razu powiem Wam, że poza tym jednym wpisem, nie znajdziecie w Chatce chyba ani jednego przepisu z kuchni azjatyckiej. Należę bowiem do tego wąskiego grona ekscentryków, których Azja raczej nie zachwyca ani kuchnią, ani kulturą. Co prawda, jeżeli już zamawiam fast foody, to właśnie popularnego "Chińczyka", ale po pierwsze baaardzo rzadko, a po drugie takiego, zwykłego, uliczno-budkowego, który z prawdziwą chińską kuchnią niewiele mam wspólnego. I prawie zawsze biorę makaron z kurczakiem (raz skusiłam się na kaczkę i była koszmarna!) albo sajgonki.
Ale, jak to zwykle w życiu bywa, obcowanie z drugim człowiekiem na ogół jakoś nas wzbogaca. Po dawnych znajomych, przyjaciołach czy chłopakach zwykle coś nam zostaje. Zapachy, muzyka, książki, filmy, a czasem smaki. Po diecie wegańskiej zostały mi domowe Sajgonki, a niedawno Anka, która właśnie wróciła z wymarzonej podróży do Tajlandii, przywiozła mi stamtąd zauroczenie do delikatnych, świeżych o Thai Rolls. Wyjęłam więc z głębi szafy zapomniany zapas papieru ryżowego i, jak to kobieta, nie mogąc się zdecydować, wyczarowałam i jedno, i drugie. Ostrzegam, że przepisy nie są bardzo ortodoksyjne, ale za to zdecydowanie smaczne.
Ale, jak to zwykle w życiu bywa, obcowanie z drugim człowiekiem na ogół jakoś nas wzbogaca. Po dawnych znajomych, przyjaciołach czy chłopakach zwykle coś nam zostaje. Zapachy, muzyka, książki, filmy, a czasem smaki. Po diecie wegańskiej zostały mi domowe Sajgonki, a niedawno Anka, która właśnie wróciła z wymarzonej podróży do Tajlandii, przywiozła mi stamtąd zauroczenie do delikatnych, świeżych o Thai Rolls. Wyjęłam więc z głębi szafy zapomniany zapas papieru ryżowego i, jak to kobieta, nie mogąc się zdecydować, wyczarowałam i jedno, i drugie. Ostrzegam, że przepisy nie są bardzo ortodoksyjne, ale za to zdecydowanie smaczne.
sobota, 27 czerwca 2015
Tort Minionkowy
Wy też tak macie? Że musicie być w 100% przekonani do tego, co robicie, żeby zrobić to naprawdę dobrze? Przeciwko temu tortowi sprzysięgło się chyba wszystko ... kalendarz, nastrój, a przede wszystkim fakt, że ja, wychowana na Czerwonym Kapturku, Smerfach i Reksiu jakoś nie mogę przekonać się do supermodnych Minionków. Ale dziecięce życzenie to dziecięce życzenie. Miały być Minionki i basta. I w ten sposób zrobiłam najmniej udany z moich tortów.
Na swoje usprawiedliwienie mam tylko tyle, że kształt tych małogłodowopodobnych stworów nie wynika z braków technicznych w lepieniu, a z tego, że są to małe babeczki. Chodziło o poprawienie smaku. Bo bądźmy szczerzy - masa cukrowa jest świetnym materiałem plastycznym i w nadawaniu ciastom formy 3D jest niezastąpiona, ale smaczna ... średnio. Staram się więc ograniczać jej użycie do minimum. Reszta niedoróbek ... no cóż, jak pisałam wyżej; bez serca to bez sensu.
Smak? Jak to dla dzieci: waniliowy biszkopt, bita śmietana, świeże truskawki.
Na swoje usprawiedliwienie mam tylko tyle, że kształt tych małogłodowopodobnych stworów nie wynika z braków technicznych w lepieniu, a z tego, że są to małe babeczki. Chodziło o poprawienie smaku. Bo bądźmy szczerzy - masa cukrowa jest świetnym materiałem plastycznym i w nadawaniu ciastom formy 3D jest niezastąpiona, ale smaczna ... średnio. Staram się więc ograniczać jej użycie do minimum. Reszta niedoróbek ... no cóż, jak pisałam wyżej; bez serca to bez sensu.
Smak? Jak to dla dzieci: waniliowy biszkopt, bita śmietana, świeże truskawki.
wtorek, 23 czerwca 2015
Sobótkowy Wianek
Przepis na to szpinakowe ciasto czekał w moim notatniku pod hasłem "Żabi Król" od kilku lat. Zawsze sądziłam, że będzie z niego torcik z żabką na liściu lilii wodnej, ale jakoś się nie składało. Ostatnio trafiłam na nie ponownie pod nazwą "Leśny Mech" i od razu skojarzył mi się zupełnie inaczej. Czerwiec, sobótka, słowiańskie walentynki, leśny kwiat paproci, wianki ... wiedziałam, że musi być z niego leśny wianek, takie miłosne czary. Truskawki zamiast pestek granatu i kandyzowane fiołki, które od pewnego czasu czekały na odpowiednią okazję dopełniły dzieła. Same zdecydujcie kogo nim dziś oczarujecie, Tatę czy Tego Jedynego? :)
Sobótkowy Wianek
sobota, 20 czerwca 2015
Ultrazdrowy Deser Jogurtowy
Deser powinien być nie tylko smaczny, ale i piękny, a przynajmniej efektowny. Idealny ma niewiele cukru i kalorii. A ten jest jeszcze lepszy, bo przygotowanie go zajmuje ... pół godziny. Idealny dla niespodziewanych gości. Wystarczy gęsty jogurt grecki i trochę owoców. Ja miałam akurat brzoskwinie, kiwi i maliny, ale równie dobrze można użyć granatu, truskawek czy cokolwiek wpadnie Wam w ręce.
Ultrazdrowy Deser Jogurtowy
czwartek, 18 czerwca 2015
Wegańska Zupa z Dyni
Ta zupa to nasz ostatni hit. W ciągu dwóch tygodni musiałam robić ją trzykrotnie, w tym raz na życzenie sąsiadki, która specjalnie w tym celu odkopała swoje zapasy zamrożonej dyni. W smaku zdecydowanie różni się od tradycyjne, słodkawo-mlecznej zupy dyniowej. Jest znacznie bardziej wyrazista i wytrawna, a w dodatku jedyny zawarty w niej tłuszcz to odrobina mleka kokosowego, a poza tym same warzywa: papryka, kukurydza i koperek. Mniam!
Wegańska Zupa z Dyni
wtorek, 2 czerwca 2015
Serowa Chmura z Musem Rabarbarowym
Chciałabym napisać tu "zaczarował mnie w tym roku rabarbar", ale skłamałabym obrzydliwie. Rabarbar oczarowuje mnie rok w rok. A tym razem sprawił mi okropnego psikusa, bo ... przegnał mój weganizm. Trudno, nie potrafię żyć bez sera ... wróć: nie potrafię żyć bez ... serników. Wegańskie potrawy pewnie wciąż będą się t pojawiać, ale będę się, od czas do czas, łamać. Słaba kobieta ze mnie, sorry.
A ten deser jest ... oszałamiający. Mocny, wyraźnie serowy, niezbyt słodki, baaardzo kremowy. Delikatność sera cudownie przełamuje lemoniadowy posmak rabarbaru. Dawno nie grzeszyłam tak przyjemnie ... Trudno. Pójdę do piekła, muszę więc szybko nacieszyć się chmurami. Najlepiej serowymi z rabarbarowym musem.
A ten deser jest ... oszałamiający. Mocny, wyraźnie serowy, niezbyt słodki, baaardzo kremowy. Delikatność sera cudownie przełamuje lemoniadowy posmak rabarbaru. Dawno nie grzeszyłam tak przyjemnie ... Trudno. Pójdę do piekła, muszę więc szybko nacieszyć się chmurami. Najlepiej serowymi z rabarbarowym musem.
Serowa Chmura z Musem Rabarbarowym
poniedziałek, 1 czerwca 2015
Półrazowe Muffiny z Rabarbarem i Orzechami
Kolejne słodycze, znowu niewegańskie, ale za to "fit" czyli deserowo-śniadaniowa propozycja dla tych, którzy szukają słodkości, po zjedzeniu których wyrzuty sumienia nie będą krzyczeć aż tak głośno jak po torcie z kremem. Wydaje mi się, że śmiało można je wykorzystać jako zdrowe i pełnowartościowe śniadanie dla dzieciaków. Bo jest w nich wszystko: dodatek razowej mąki i otrębów, kefir, orzechy i owoce (rabarbar). Zawierają wprawdzie cukier, ale brązowy czyli w nieco ulepszonej wersji, za to zamiast masła jest tu minimalna tylko ilość oleju. A w dodatku robi się je błyskawicznie.
No i są pyszne. Puchate, sycące, lekko kwaskowe i wyraźnie orzechowe, bardzo mięciutkie i pachnące miodem i karmelem dzięki dodatkowi brązowego cukru.
No i są pyszne. Puchate, sycące, lekko kwaskowe i wyraźnie orzechowe, bardzo mięciutkie i pachnące miodem i karmelem dzięki dodatkowi brązowego cukru.
Półrazowe Muffiny z Rabarbarem i Orzechami
niedziela, 31 maja 2015
Komunijny Tort z Lilami
Od razu muszę przyznać, że nie przepadam za takim "poważnym" dekorowaniem tortów. Ci, którzy bywają tu nieco częściej wiedzą, że bardziej w moim stylu jest przebieranie muffinek za jabłka, lepienie białych myszek i formowanie cukrowych wiaderek z piaskiem. Ale czasami trzeba i tak. Grzecznie ulepiłam więc tym razem srebrny kielich i białe lilie.
Pomyślałam też jednak, że komunia to jednak nie wesele, a tort powinien, mimo wszystko, odpowiadać dziecięcym gustom. Dlatego właśnie zrezygnowałam z gładkiej struktury kremu i wszechobecnego różu (dla dziewczynek) i błękitu (dla chłopców), które kojarzyły mi się raczej z chrztem. Zamiast tego odwołałam się do kolorystyki sukienki liturgicznej oraz majowego słońca i zdecydowałam się na mocny żółto-pomarańczowy akcent. Ciekawe jak Wam się spodoba ...
Pomyślałam też jednak, że komunia to jednak nie wesele, a tort powinien, mimo wszystko, odpowiadać dziecięcym gustom. Dlatego właśnie zrezygnowałam z gładkiej struktury kremu i wszechobecnego różu (dla dziewczynek) i błękitu (dla chłopców), które kojarzyły mi się raczej z chrztem. Zamiast tego odwołałam się do kolorystyki sukienki liturgicznej oraz majowego słońca i zdecydowałam się na mocny żółto-pomarańczowy akcent. Ciekawe jak Wam się spodoba ...
Komunijny Tort z Liliami
wtorek, 26 maja 2015
MiniSerduszka na Dzień Mamy (czekoladowe z kremem Marshmallows)
Kto nie kocha swojej Mamy?! Ja swoją uwielbiam. I, niewątpliwie, nie ma lepszego miejsca na fetowanie Jej święta niż Chatka! W końcu ktoś mi tę kuchenną miłość przekazał, prawda? :) Były, oczywiście, prezenty i kwiaty,ale przede wszystkim one.
Malutkie, puchate, czekoladowe muffinki upieczone w foremkach w kształcie serduszek (no, przynajmniej w założeniu, bo pięknie wyrosły i kształt lekko ... zanikł) przełożone słodkim, delikatnym kremem. Klasyczne fingertips na jeden, no góra dwa kęsy. Błyskawiczne w przygotowaniu - jeżeli da Wam się dostać pianki Marshmallows, uda Wam się przygotować je w godzinę. Niestety, nie jest to przepis wegański. Weganką jestem ja, nie moja Mama.
Malutkie, puchate, czekoladowe muffinki upieczone w foremkach w kształcie serduszek (no, przynajmniej w założeniu, bo pięknie wyrosły i kształt lekko ... zanikł) przełożone słodkim, delikatnym kremem. Klasyczne fingertips na jeden, no góra dwa kęsy. Błyskawiczne w przygotowaniu - jeżeli da Wam się dostać pianki Marshmallows, uda Wam się przygotować je w godzinę. Niestety, nie jest to przepis wegański. Weganką jestem ja, nie moja Mama.
Serduszka z Kremem Marshmallows
sobota, 23 maja 2015
Imieninowe Bezy (z musem rabarbarowym i gorzką czekoladą)
Beza jest ciastkiem kontrowersyjnym. Jedni je kochają, inni nienawidzą. Ja jestem gdzieś po środku, choć jestem wybredna. Bo beza, przede wszystkim musi być dobra: leciutka, napowietrzona, krucha. Po drugie, potrzebuje dobrych dodatków, które odpowiednio przełamią jej słodycz. Żeby beza robiła wrażenie, trzeba złapać odpowiedni balans smakowy. Nie przekonują mnie tak modne ostatnio budyniowe kremy waniliowe czy słodkie owoce jak brzoskwinie i ananasy.Nie, beza potrzebuje kwaskowego kremu i czekolady bez grama cukru. Spróbujcie sami!
Bezy imieninowe
piątek, 22 maja 2015
Szparagi pieczone z Cheddarem i chlebową kruszonką
Majowe stragany może nie uginają się jeszcze pod ciężarem sezonowych owoców i warzyw, ale można już znaleźć na nich kilka charakterystycznych smaczków. Jednym z nich są niewątpliwie szparagi. Mam wrażenie, że wciąż jadane są dość rzadko. Trochę chyba dlatego, że wciąż są dość drogie (pęczek to w tej chwili wydatek minimum 8 zł, nawet w supermarkecie), trochę też pewnie dlatego, że kojarzą się z kuchnią przedwojenną, co powodowało, że przez długie lata przylgnęła do nich łatka warzywa lekko snobistycznego. No i, parafrazując poetę "Spieszcie się jeść szparagi, w połowie czerwca już ich nie będzie".
Szparagi pieczone z Cheddarem i chlebową kruszonką
wtorek, 19 maja 2015
Zanim nadejdą truskawki ... rabarbar!
Bo kto go nie lubi? Typowe dla rodzinnej Wielkopolski, tak wysokie, że nie mieści się w ustach, puuuchate, jeszcze ciepłe, obsypane owocami i kruszonką ... komu nie pociekła ślinka? Dla współzjadaczy tradycyjne, dla mnie w wersji wegańskiej. Nie odpuszczajcie rabarbarowi i bierzcie się do pieczenia!
Drożdżowe Ciasto Wielkopolskie z Rabarbarem i Kruszonką
wtorek, 12 maja 2015
Wczoraj kawa, dzisiaj lody ... bez mleka, bez laktozy!
Oj, nie rozpieszcza nas w tym roku maj słońcem, nie rozpieszcza. Ale dziś mieliśmy, najcieplejszy, jak do tej pory, dzień w roku. To świetna okazja, żeby wreszcie zjeść lody, prawda? Chociaż, właściwie to nie jestem pewna, czy do lodów potrzebna jest jakaś szczególna okazja ... ? Osobiście mogłabym jadać je i w grudniu.
A mimo tego, w tym roku stanowiło to pewien problem. Domowe lody ... żółtka, mleko, śmietana ... czy to da się pogodzić z dietą wegańską? Wyobraźcie sobie, że ... owszem! Z pomocą znów przyszedł mi Maciek Szaciłło, u którego znalazłam lody na bazie ... bananów. A w dodatku, w konsystencji są bardzo kremowe i wcale nie przypominają wodnistych sorbetów. Posmakowały mi tak bardzo, że użyłam ich również do przygotowania kawy mrożonej, w której spisały się doskonale.
A mimo tego, w tym roku stanowiło to pewien problem. Domowe lody ... żółtka, mleko, śmietana ... czy to da się pogodzić z dietą wegańską? Wyobraźcie sobie, że ... owszem! Z pomocą znów przyszedł mi Maciek Szaciłło, u którego znalazłam lody na bazie ... bananów. A w dodatku, w konsystencji są bardzo kremowe i wcale nie przypominają wodnistych sorbetów. Posmakowały mi tak bardzo, że użyłam ich również do przygotowania kawy mrożonej, w której spisały się doskonale.
Wegańskie lody bananowe
poniedziałek, 11 maja 2015
Wegańska kawa z pianką i nutką dekadencji
Niemożliwe! Otóż możliwe :) Wyobraźcie sobie, że mleko sojowe zawiera pewien zagęstnik, który sprawia, że ubija się szybciej niż zwykłe mleko. I lepiej. Bez problemu uzyskacie lekką i wyjątkowo sztywną piankę piankę. Efektem końcowym na pewno zachwycą się nie tylko weganie. Nie bójcie się mleka sojowego tylko dlatego, że jecie mięso. Ja już nie wyobrażam sobie bez takiej kawy poranków. I wieczorów, szczególnie tych spędzonych z książką w ręku. Serio, serio ;)
W dodatku do uzyskania tego efektu wystarczy najtańsza wersja napoju sojowego z popularnej sieci dyskontów. Jest dostępne w trzech smakach; naturalnym, waniliowym i czekoladowym. Sami wybierzcie, który z nich smakuje Wam najbardziej. Pamiętajcie jednak, że jest to mleko już słodzone. Nawet jeżeli pijecie słodką kawę, spróbujcie tym razem całkowicie zrezygnować z cukru.
W dodatku do uzyskania tego efektu wystarczy najtańsza wersja napoju sojowego z popularnej sieci dyskontów. Jest dostępne w trzech smakach; naturalnym, waniliowym i czekoladowym. Sami wybierzcie, który z nich smakuje Wam najbardziej. Pamiętajcie jednak, że jest to mleko już słodzone. Nawet jeżeli pijecie słodką kawę, spróbujcie tym razem całkowicie zrezygnować z cukru.
Dekadencka, wegańska kawa z pianką
niedziela, 26 kwietnia 2015
Wegański "Sernik" z nerkowców (raw food)
Ostatnio pokazałam tu rodzinny przepis na tradycyjny, puszysty sernik. Ale, jak już przy tej okazji napisałam, zjem go dopiero za rok. Ciasto oparte na serze, jajkach i śmietanie nie da się wpisać w wegańską dietę. Co nie znaczy, że taki sernikolub ja ja, jest w stanie całkowicie odmówić sobie serników. No way! Jak do tej pory, najbardziej udaną próbę podrobienia sernika znalazłam w książce Maćka Szaciłły i Karoliny Kopocz "Karolina na detoksie" (z moimi zmianami).
Co więcej, jest to przepis nie tylko wegański (jak to u mnie, zawiera miód, ale ortodoksyjni weganie mogą zastąpić go np. syropem z agawy), ale również "raw food" czyli przygotowany bez obróbki termicznej. Polecam również nieweganom, dla których "raw food" oznacza tyle, że można go przygotować bez użycia piekarnika. Jest też bardzo zdrowy - w całości zrobiony z ziaren, orzechów, suszonych owoców i soku cytryny z niewielkim dodatkiem miodu i tłuszczu. Przepis na tortownicę o średnicy 24 cm.
Co więcej, jest to przepis nie tylko wegański (jak to u mnie, zawiera miód, ale ortodoksyjni weganie mogą zastąpić go np. syropem z agawy), ale również "raw food" czyli przygotowany bez obróbki termicznej. Polecam również nieweganom, dla których "raw food" oznacza tyle, że można go przygotować bez użycia piekarnika. Jest też bardzo zdrowy - w całości zrobiony z ziaren, orzechów, suszonych owoców i soku cytryny z niewielkim dodatkiem miodu i tłuszczu. Przepis na tortownicę o średnicy 24 cm.
Wegański Sernik z Nerkowców (raw food)
czwartek, 23 kwietnia 2015
Niemożliwie Dobry Sernik (na śmietanie)
Niewiele jest na świecie rzeczy niemożliwych (Oksymoron, prawda? Coś "jest niemożliwe" - "niemożliwe" nie może "być" - zasada podwójnego zaprzeczenia w języku polskim mnoży doprawdy problemy ontologiczne). Ale na pewno, na pewno nikt na calutkim świecie nie kocha serników tak jak ja. I nikt, z całą pewnością, tak za nim nie tęskni. Pamiętam z dzieciństwa, że moja Mama piekła kiedyś sernik doskonały ... kremowy, ale wystarczająco zwarty, by po roztarciu go między palcami pozostawały na nich okruszki, a nie lepka maź. Leciutki, niemożliwie puszysty, prawie jak chmurka (popatrzcie tylko na zdjęcie i od razu pojmiecie w czym rzecz). Ten sernik przez ostatnie dziesięć lat był tylko wspomnieniem ...
Nie, nie zgubiłam przepisu. Po prostu, po przeprowadzce do Warszawy nagle przestał się udawać. Czego my nie próbowałyśmy! Najpierw winiłyśmy piekarnik. Próbowałyśmy podnosić i obniżać temperaturę, włączać i wyłączać termoobieg, piec go w kąpieli wodnej. Nic z tego. W domu pojawił się nawet nowy piec, a sernik wciąż zbyt wilgotny ... zwiększanie do granic absurdu ilości mąki ziemniaczanej lub kaszki manny, a nawet chemiczne polepszacze zwyczajnie nie przynosiło rezultatu. Kombinowałyśmy z serem, pozbawiałyśmy go wody trzymając całą noc na sicie a nawet odciskając. Bezskutecznie.
A najsmutniejsze było to, że nikt, ale to nikt nie rozumiał o co nam chodzi. Ze skwaszonymi minami przynosiłyśmy do degustacji kolejne ciasto i zawsze słyszałyśmy to samo "Przecież jest dobry ...". No dobry, ale wciąż nie ten. Od trzech lat byłyśmy przekonane, że diabeł tkwi w serze, ale przecież nikt nie będzie jeździł 250 km po twaróg! (Chociaż było blisko!). Próbowałyśmy kupować zwykły ser od tzw. "bab" i mielić ręcznie, przewinęło się przez naszą kuchnię milion firm i gatunków łącznie z mascarpone. A zapomnijcie. Nic z tego. Aż wreszcie znalazłam. Gdy wyrzuciłam go z wiaderka do odsączenia i po dwóch godzinach okazało się, że płócienna ściereczka na której leżał jest sucha, wiedziałam, że wreszcie znalazłam właściwy ser. Tylko PIĄTNICA!!! (To nie jest wpis reklamowy, to najprawdziwsza prawda, przysięgam!).
W tym roku mieliśmy na Wielkanoc sernik idealny! I musiało się to zdarzyć akurat tego roku, w którym prowadzę swój roczny, wegański, eksperyment ... ech. To się właśnie nazywa złośliwość losu, co? "Nic to", jak mawiał Pan Wołodyjowski. Czekałam 10 lat, poczekam jeszcze 8 miesięcy. Ale już dziś mogę Wam powiedzieć, co będę robić 1 stycznia 2016 roku. Będę piekła sernik! I to on właśnie jest winien temu, że nie zostanę weganką przez całe życie, za co z góry wszystkie pięknookie Mućki, bardzo gorąco przepraszam. Chociaż myślę, że gdyby go spróbowały, szybko podpisałyby trójstronne porozumienie ze mną i Piątnicą. Uwierzcie mi. Jeżeli JA mówię Wam o serniku, że jest doskonały, to tak po prostu jest ...
Nie, nie zgubiłam przepisu. Po prostu, po przeprowadzce do Warszawy nagle przestał się udawać. Czego my nie próbowałyśmy! Najpierw winiłyśmy piekarnik. Próbowałyśmy podnosić i obniżać temperaturę, włączać i wyłączać termoobieg, piec go w kąpieli wodnej. Nic z tego. W domu pojawił się nawet nowy piec, a sernik wciąż zbyt wilgotny ... zwiększanie do granic absurdu ilości mąki ziemniaczanej lub kaszki manny, a nawet chemiczne polepszacze zwyczajnie nie przynosiło rezultatu. Kombinowałyśmy z serem, pozbawiałyśmy go wody trzymając całą noc na sicie a nawet odciskając. Bezskutecznie.
A najsmutniejsze było to, że nikt, ale to nikt nie rozumiał o co nam chodzi. Ze skwaszonymi minami przynosiłyśmy do degustacji kolejne ciasto i zawsze słyszałyśmy to samo "Przecież jest dobry ...". No dobry, ale wciąż nie ten. Od trzech lat byłyśmy przekonane, że diabeł tkwi w serze, ale przecież nikt nie będzie jeździł 250 km po twaróg! (Chociaż było blisko!). Próbowałyśmy kupować zwykły ser od tzw. "bab" i mielić ręcznie, przewinęło się przez naszą kuchnię milion firm i gatunków łącznie z mascarpone. A zapomnijcie. Nic z tego. Aż wreszcie znalazłam. Gdy wyrzuciłam go z wiaderka do odsączenia i po dwóch godzinach okazało się, że płócienna ściereczka na której leżał jest sucha, wiedziałam, że wreszcie znalazłam właściwy ser. Tylko PIĄTNICA!!! (To nie jest wpis reklamowy, to najprawdziwsza prawda, przysięgam!).
W tym roku mieliśmy na Wielkanoc sernik idealny! I musiało się to zdarzyć akurat tego roku, w którym prowadzę swój roczny, wegański, eksperyment ... ech. To się właśnie nazywa złośliwość losu, co? "Nic to", jak mawiał Pan Wołodyjowski. Czekałam 10 lat, poczekam jeszcze 8 miesięcy. Ale już dziś mogę Wam powiedzieć, co będę robić 1 stycznia 2016 roku. Będę piekła sernik! I to on właśnie jest winien temu, że nie zostanę weganką przez całe życie, za co z góry wszystkie pięknookie Mućki, bardzo gorąco przepraszam. Chociaż myślę, że gdyby go spróbowały, szybko podpisałyby trójstronne porozumienie ze mną i Piątnicą. Uwierzcie mi. Jeżeli JA mówię Wam o serniku, że jest doskonały, to tak po prostu jest ...
Niemożliwie Dobry Sernik Na Śmietanie
środa, 22 kwietnia 2015
Domowe Mleka Roślinne ... a na deser trufle
Właściwie od przedszkola nie piłam czystego mleka. Ale dopiero podczas wegańskiego eksperymentu uświadomiłam sobie jak ogromne ilości mleka zużywam mimo to. Przynajmniej dwie kawy dziennie, budynie, zupy, niemal każde ciasto, płatki, gofry. A teraz w dodatku wszędzie tam gdzie kiedyś użyłabym śmietany lub jogurtu. A, niestety, o ile mleko krowie należy do produktów najbardziej podstawowych, najtańszych i powszechnie dostępnych, o tyle z mlekami roślinnymi sprawa ma się zupełnie inaczej. Są 3 do nawet 5 razy droższe, niemal niedostępne w popularnych sklepach, a jeżeli już uda się je znaleźć, to są słodzone.
Do najtańszych i najpopularniejszych należą, oczywiście, mleka sojowe. W znanych dyskontach można je kupić już nawet poniżej 5 zł za litr. Jeżeli przyzwyczaicie się do specyficznego posmaku, nadaje się do kawy, przygotowania budyniu czy ciasta. Niestety, jest baaardzo słodkie, nie sprawdzi się więc w gotowaniu. Dlatego właśnie większość wegan bardzo szybko uczy się przygotowywania mleka roślinnego w domu. Nie jest to trudne, wymaga jednak trochę pracy. Wypada za to niezwykle tanio i zdrowo. Pokazywałam już kiedyś tutaj mleko ryżowe. Pora na kolejne. Dziś będzie owsiane, jaglane i migdałowe.
Do najtańszych i najpopularniejszych należą, oczywiście, mleka sojowe. W znanych dyskontach można je kupić już nawet poniżej 5 zł za litr. Jeżeli przyzwyczaicie się do specyficznego posmaku, nadaje się do kawy, przygotowania budyniu czy ciasta. Niestety, jest baaardzo słodkie, nie sprawdzi się więc w gotowaniu. Dlatego właśnie większość wegan bardzo szybko uczy się przygotowywania mleka roślinnego w domu. Nie jest to trudne, wymaga jednak trochę pracy. Wypada za to niezwykle tanio i zdrowo. Pokazywałam już kiedyś tutaj mleko ryżowe. Pora na kolejne. Dziś będzie owsiane, jaglane i migdałowe.
środa, 15 kwietnia 2015
Wegańska Wielkanoc
Czy potraficie wyobrazić sobie wielkanocne śniadanie u kogoś to nie je mięsa, serów, jajek? Jak to? Co szynką, pasztetem, białą kiełbasą, jajkami w majonezie, sernikiem?! A jednak można. Nie będę Wam wmawiała, że to dokładnie te same smaki. Z pewnością nie. Ale myślę, że udało mi się w tym roku przygotować dość tradycyjne, choć w pełni roślinne śniadanie. Był żurek (owsiany z dodatkiem wędzonego tofu), jajka w majonezie, tradycyjna sałatka (z fasolowym majonezem), pasztet (z cieciorki), biała kiełbasa (sojowa) w piwie, sernik (z kaszki manny) i mazurek.
Wiem. Trochę się spóźniłam z tym wpisem. Czasami się zastanawiam jak koleżanki bloggerki radzą sobie z wpisami na specjalne okazje. Jakoś nie mam sumienia karmić rodziny świątecznymi przysmakami już na miesiąc przed terminem. W końcu często są to smaki na które czeka się cały rok. Wybaczycie? Myślę, że mogę też obrócić to na swoją korzyść. Macie gwarancję, że pokazuję Wam potrawy, które naprawdę gościły na naszym wielkanocnym stole. Może przepisy przydadzą się komuś za rok? :)
Wiem. Trochę się spóźniłam z tym wpisem. Czasami się zastanawiam jak koleżanki bloggerki radzą sobie z wpisami na specjalne okazje. Jakoś nie mam sumienia karmić rodziny świątecznymi przysmakami już na miesiąc przed terminem. W końcu często są to smaki na które czeka się cały rok. Wybaczycie? Myślę, że mogę też obrócić to na swoją korzyść. Macie gwarancję, że pokazuję Wam potrawy, które naprawdę gościły na naszym wielkanocnym stole. Może przepisy przydadzą się komuś za rok? :)
sobota, 14 marca 2015
Ciasto z Widelca
To ciasto jest specjalnością mojej Mamy. Błyskawiczne, idealne na sobotę, kiedy to trzeba się z jego upieczeniem zmieścić pomiędzy odkurzaniem i myciem okien. W dodatku nie wymaga nawet wyjęcia miksera, a do jego zrobienia wystarcza miska i widelec. Na zdjęciu wersja z żółtymi śliwkami i kruszonką, ale najbardziej lubimy, gdy zamiast układać owoce na cieście, po prostu wmiesza się do niego starte na grubych oczkach jabłka. Dla wygody zamiast widelca warto użyć trzepaczki do ciasta, ale nie jest to konieczne.
Ciasto z Widelca
piątek, 13 marca 2015
"Czysty Barszcz" i coś o ziemniaczanym puree
Jak ten czas ucieka! Ani się obejrzałam, a tu się okazuje, że od dwóch tygodni nic się w Chatce nie gotuje! Poprawka: Gotować się gotuje, tylko nie ma komu tego opisać W każdym razie, ten czas, gdy zima już sobie poszła, a wiosna jeszcze nie ma odwagi zakwitnąć, szczególnie trzeba uważać na to, co się je. Niby w sklepach już nowalijki, ale ani smakują, ani pachną. Warzywa całoroczne też już nie pierwszej świeżości i w ogóle jakoś ich brak A w dodatku wszyscy jacyś tacy zasmarkani i ogólnie Słońca brak. Tu nie wystarczy już zwykła marchewka! Na taki stan Wiedźma ma jeden, ale za to znakomity czar o barwie rubinu: buraczki!
Śmiesznie tanie, dostępne przez cały rok i obłędnie zdrowe. A w dodatku ... pyyyycha! Nie gardźcie buraczkami. Taki barszczyk pomoże Wam przetrwać do wiosny! A obok ziemniaczki w roli puree, też dodatkowo dosmaczone i "uzdrowione"dodatkiem marchewki, selera, pietruszki. A kto woli klasyczne, śmietanowo-maślane, też znajdzie coś dla siebie ...
Śmiesznie tanie, dostępne przez cały rok i obłędnie zdrowe. A w dodatku ... pyyyycha! Nie gardźcie buraczkami. Taki barszczyk pomoże Wam przetrwać do wiosny! A obok ziemniaczki w roli puree, też dodatkowo dosmaczone i "uzdrowione"dodatkiem marchewki, selera, pietruszki. A kto woli klasyczne, śmietanowo-maślane, też znajdzie coś dla siebie ...
Czysty Barszczyk
Subskrybuj:
Posty (Atom)
