niedziela, 28 października 2012

Wiedźmowa Spiżarnia


Ostatnio, zdjęciami letnich zbiorów z ogrodu żegnałam lato. Dziś, zatrzymując lato w słoikach, przywitam jesień. Będzie to wpis trochę zbiorczy, taki, na który pracowałam calusieńkie lato. 



Nie będę pisała o sokach, dżemach i konfiturach, bo te przyznaję, robię przeważnie dość sztampowo; soki w sokowniku (ale bardo, bardzo polecam czarny bez!), dżemy wysmażając owoce z cukrem, a na konfitury redukując owoce w syropie.  Tak bardziej ogólnie pochwalę się tylko, że wyprodukowałam w tym roku ponad 180 słoików :)



K a n d y z o w a n y     A g r e s t


To specjał Cioci K. Przepis, który udało mi się w tym roku wydębić po raz pierwszy i już się cieszę na świąteczny keks :) Przepis bardzo prosty i baaaaaardzo czasochłonny.




Składniki:

  • 1 l wody mineralnej niegazowanej,
  • 2 kg twardego, zielonego agrestu,
  • 2 szklanki cukru

Wykonanie:

Agrest obrałam, a następnie pracowicie każdą kuleczkę kilkukrotnie ponakłuwałam igłą. Wodę zagotowałam z cukrem do powstania syropu. Gorącą zalałam agrest i zostawiłam do ostygnięcia. Całą procedurę powtórzyłam trzykrotnie. Owoce przełożyłam do słoików, zalałam pozostałym syropem i zapasteryzowałam.


G r z y b y    P a s t e r y z o w a n e

Wystarczy wyłożyć ze słoika na patelnię, przesmażyć z cebulką, zalać śmietaną,doprawić, zagotować i obiad gotowy. Moja Mama robi je co roku i nie wyobrażam już sobie zimy bez nich. Używane też do krokietów, pasztecików i wszystkiego, w czym świeże, jędrne grzyby smakują lepiej niż suszone. 



Składniki:

  • 2 kg grzybów (najlepsze podgrzybki, maślaki, kozaki i prawdziwki),
  • 20 dag cebuli,
  • 1 szklanki wody stołowej,
  • sól

Wykonanie:

Oczyszczone grzyby pokroiłam na ćwiartki i oddzieliłam nóżki. Cebulę pokroiłam w piórka. Wymieszałam grzyby z cebulą, zalałam wodą, osoliłam i dusiłam kwadrans. Przelałam do słoików i pasteryzowałam dobrze ponad godzinę.

P a p r y k a    w    M i o d z i e



Składniki:
  • 2 kg czerwonej papryki,
  • 5 szklanek wody stołowej,
  • 1 szklanka octu 10%,
  • 1 szklanka miodu (ew. 1 szklanka cukru i 2 łyżki miodu),
  • 1 łyżka oleju,
  • 1 marchewka,
  • 1/2 cebuli
  • przyprawy: biała gorczyca, czosnek, pieprz czarny ziarnisty, kolendra, ziele angielskie, goździki, liść laurowy, estragon suszony

Wykonanie:

Obrała, oczyściłam paprykę, pokroiłam na ćwiartki i zanurzyłam na 2 minuty we wrzątku, następnie przełożyłam do wody z lodem. W słojach ułożyłam kawałki papryki z dodatkiem cienkich plasterków marchewki, cebuli i przyprawami. 
Wodę zagotowałam z octem, olejem i miodem. Gorącą zalewę przelałam do słoików z papryką i od razu zakręciłam. Pasteryzowałam około pół godziny.


S a ł a t k a 

P a n i    K u p c z y k o w e j

Pani Kupczykowa była sąsiadką Mojej Babci. I robiła na zimę sałatkę cud-miód-malina. Naprawdę. A w dodatku wyjątkowo piękną kolorystycznie.



Składniki:
  • 1 kg buraków,
  • 1 kg białej kapusty,
  • 20 dag cebuli
  • 1 szklanka wody
  • 1 szklanka octu
  • 20 dag cukru
  • 1 łyżka soli

Wykonanie:

Ugotowałam buraczki, obrałam i starłam na grubej tarce, wymieszałam z poszatkowaną kapustą i pokrojoną w cieniutkie piórka cebulą. 
Wodę zagotowałam z octem, cukrem i solą. Gorącą zalewą zalałam warzywa i odstawiłam na 20 minut. Gotową sałatkę nałożyłam do słoików, zakręciłam i pasteryzowałam 30 minut.

O g ó r k i    w    M u s z t a r d z i e

Totalny eksperyment. Nigdy nie jadłam. Wyszukałam kilka przepisów na różnych forach kulinarnych, wyciągnęłam średnią i są. 



Składniki:
  • 2 kg ogórków,
  • 3/4 szklanki octu,
  • 2 łyżki soli,
  • 6 łyżeczek musztardy,
  • 1 l wody,
  • 1 3/4 szklanki cukru

Wykonanie:

Zagotowałam wodę, dolałam ocet, rozmieszałam cukier, sól i musztardę, wystudziłam. Ogórki, bez obierania pokroiłam na ćwiartki i poukładałam w słoikach. Do każdego słoika wrzuciłam  po 3 ziarna pieprzu i ziela angielskiego raz 5 ziarenek białej gorczycy. Wypełniłam słoiki zalewą musztardową i pasteryzowałam 12 minut. 

B a z a    d o    C h i l l i

Kolejna propozycja na szybki obiad. Wystarczy podsmażyć mielone mięso, dodać łyżkę dobrego, ciemnego kakao, zalać sosem i wyrzucić na ryż. 
Uwaga! Bardzo, bardzo ostre!
Uwaga!!! Z autopsji wiem, że papryczki chilli należy KONIECZNIE kroić w rękawiczkach - autentycznie parzą palce!!!



Składniki:
  • 5 kg pomidorów,
  • 15 małych papryczek chilli,
  • 10 ząbków czosnku,
  • sól, cukier, pieprz do smaku

Wykonanie:

Pomidory obrałam, odrzuciłam pestki i porządnie wysmażyłam do uzyskania gęstej pasty. Nie chodzi tu o konsystencję ketchupu, ale raczej koncentratu. Nie miksowałam i nie przecierałam. Doprawiłam do smaku, dorzuciłam drobno pokrojony czosnek i chilli, podgotwałam jeszcze 2 minuty i zaprawiłam.

J u l k o w e    G r u s z k i
(w zalewie miodowo-octowej z borówkami i tymiankiem)

Wynik totalnego eksperymentu. Otóż pewnego dnia Julka i Wojtek przynieśli mi prawdziwe, leśne borówki. I było tego skarbu zdecydowanie zbyt mało na samodzielny sos.  Pobuszowałam też trochę w Julkowym ogrodzie, gdzie pięknie rozpanoszył się tymianek i przywiozłam go sobie cały pęk. I tak właśnie wymyśliłam Julkowe Gruszki.



Składniki:
  • 4 duże, twarde gruszki,
  • 5 dag leśnej borówki,
  • 8 gałązek świeżego tymianku,
  • 2 ząbki czosnku,
  • 1/2 szklanki octu jabłkowego,
  • 1/2 szklanki miodu,
  • 2 szklanki wody

Wykonanie:

Gruszki obrałam, wydrążyłam i pokroiłam na ósemki. Wodę zagotowałam z cukrem i gotowałam w niej gruszki, aż zrobiły się lekko szkliste (około 20 minut). Porozkładałam do słoików, do każdego wrzuciłam borówki i gałązki tymianku. Do wody z gotowania gruszek dolałam ocet i ponownie zagotowałam. Słoiki z gruszkami zalałam gorącą zalewą i odstawiłam do góry dnem.


K o p e r k o w a    S a ł a t k a

z     O g ó r k ó w

Przepis nowy, ale wypróbowany. Sprawdzony na Agacie (kto pamięta ciasto Agatka z czarną porzeczką?), której zasmakowało tak, że zrobiła własną. I która z Maminego ogrodu dostarczała mi ogórki, których w tym roku zużyłam, uwaga, 30 kilo! No, nie tylko na tę sałatkę. Zaprawiłam też ogórki na mizerię, kiszone, konserwowe, zrobiłam pikle. Tych znanych powszechnie przepisów nie zamieszczam, jeśli ktoś ma ochotę, poproszę o maila. 



Składniki:
  • 2 1/2 kg ogórków,
  • 25 dag marchewki,
  • 1 duuuuży pęczek koperku,
  • 1/4 szklanki oleju,
  • 1/2 szklanki cukru,
  • 1 łyżeczka pieprzu czarnego,
  • 1 płaska łyżka soli,
  • 4 ząbki czosnku,
  • 1/2 szklanki octu 10%

Wykonanie:



Ogórki obrałam i pokroiłam w plasterki. Cebule pokroiłam w ćwierćplasterki, marchewkę obrałam i starłam na grubej tarce. Posiekałam koperek. Wszystko zmieszałam w jednej misce z olejem, cukrem, solą, czosnkiem, octem nakryłam talerzem, przycisnęłam kamieniem (takim od kiszenia ogórków) i odstawiłam na godzinę. 
Powstałą sałatkę razem z sokiem przełożyłam do słoików, zakręciłam porządnie i pasteryzowałam 10 minut.


M a r y n o w a n y    C z o s n e k

Zdecydowanie męski przysmak. Mieszanina słodko-kwaśnego z ostrością czosnku i papryczek chili. Można zjeść jeden ząbek na przystawkę, w większej ilości trudno sobie wyobrazić pochłonięcie tego na raz. 




Składniki:
  • 12 dużych główek polskiego czosnku,
  • 10 dag cukru,
  • 2 łyżki soli,
  • 2 l wody,
  • 1/2 l octu jabłkowego,
  • 6 małych papryczek chilli,
  • 3 gałązki świeżego tymianku
Wykonanie:

Czosnek obrałam i podzieliłam na ząbki. Wodę zagotowałam z octem, solą i cukrem, wrzuciłam czosnek i obgotowałam przez 1 minutę. 
D0 słoików nałożyłam chili i tymianek, przelałam czosnek z zalewą. Zapasteryzowałam.

S m a c z n e g o !

A gdyby komuś było jeszcze mało tej wycieczki po spiżarni, zapraszam na kilka spiżarnianych wspomnień:

Marynowana Dynia

Czekośliwka

Sos Włoski, Ketchup i Sałatka z Zielonych Pomidorów

Krem Banaowo-Czekoladowy zamiast Nutelli

piątek, 26 października 2012

Wiedźma się żegna . . .

Nie, nie. Nie z blogiem. Ta mała internetowa chatka, stała się moim nałogiem, nawet jeśli w natłoku codzienności znikam czasem na kilka tygodni :)

Nawet jeśli chwilowo nie piszę, to przecież gotuję i piekę, więc już za chwileczkę, już za momencik obiecuję nadrobić zaległości.



A żegnam się z latem. I, niestety, z ogrodem, który w zminiaturyzowanej wersji przenosi się już na parapety naszego małego domku. Co ma ogród do gotowania? Ależ wszystko! Zawdzięczam mu w tym roku nieznające chemii dynie, kabaczki, cukinie, patisony, bób, groszek, fasolkę szparagową, jabłka, śliwki, trochę rabarbaru, odrobinę agrestu, ciemne winogrono, sałatę, rukolę, portulakę, koperek, natkę pietruszki, pomidory w 5 gatunkach, buraczki, szczypiorek, ogórki, bazylię (zwykłą, czerwoną, grecką, cynamonową i cytrynową), rozmaryn, lubczyk, tymianek, lebiodkę (czyli oregano), cząber, truskawki, poziomki i inne cuda. 



A tym, którzy chcieliby, ale wydaje się im, że w warszawskim betonowym blokowisku się nie da, podpowiem, że wszystkie zioła, truskawki, poziomki, pomidory, portulaka, sałaty, natki rosną u mnie w balkonowych korytkach,  doniczkach a nawet pudełeczkach po serkach i jogurtach. I to  przez cały rok :)

sobota, 18 sierpnia 2012

Klasyka Gatunku: Czekoladowe Ciasto z Wiśniami

Muszę się przyznać, że oprócz prowadzenia własnego bloga, nałogowo zaglądam też do bardziej doświadczonych koleżanek bloggerek. Jedne blogi podobają mi się bardziej, inne mniej, a niektóre wręcz zawstydzają. Głównie urodą. Nie staram się podpatrywać "udziwnień" z kuchni japońskiej, arabskiej, kupować składników po 80 PLN za kilogram, po które trzeba jechać na drugi koniec miasta. Ale bardzo często zazdroszczę. Zazdroszczę cudownych zdjęć, stylizacji, wymyślnych, niemal malarskich kompozycji. 




Przyznaję, że pod tym względem jakoś u mnie biedniej. Brak mi chyba fotograficznej techniki, cierpliwości, fantazji, czasami, po prostu, czasu. Czasami dlatego, że życie zwyczajnie goni, a czasami, zanim zdecyduję, że to jest właśnie to - przepis gotowy, godny opisania i sfotografowania, zanim pobiegnę po aparat, do sfotografowania pozostają już tylko nędzne resztki. 

Tak właśnie było z tym ciastem. Nie wiem, co się stało, chyba zjadło się samo, czy co?! A może winien temu pewien zakochany w wiśniach domownik? Wybaczcie więc zdjęcia, są jakie są. Ale może to właśnie jest najlepsza rekomendacja dla tego ciasta? Bo jest cuuuuuuuuudowne! Baaaaardzo czekoladowe, wilgotne, a z wiśniami komponuje się tak, że . . . co ja będę opisywać! Upieczcie, absolutnie warte grzechu . . . 


C z e k o l a d o w e    C i a s t o 
z    W i ś n i a m i



Składniki:


  • 2 1/2 szklanki mąki
  • 3 tabliczki gorzkiej czekolady, min. 70% kakao
  • 1 1/2 szklanki cukru
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 3 łyżki kakao
  • szczypta soli
  • 6 jajek
  • 1 szklanka oleju słonecznikowego
  • 350 ml maślanki
  • 3 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 80 dag wydrylowanych wiśni


Wykonanie:

Czekoladę posiekałam najdrobniej jak tylko się da. To ważne, żeby jej nie trzeć, bo w cieście powinny unosić się maleńkie, rozpływające się na wiśniach kawałki czekolady. Wiśnie wydrylowałam, osączyłam z soku, oprószyłam 2 łyżkami mąki i przemieszałam.
Wszystkie sypkie składniki wymieszałam (mąka, cukier, sól, proszek do pieczenia, mąka ziemniaczana, kakao) i zmiksowałam dodając kolejno maślankę, jajka i olej.
Do gotowego ciasta wrzuciłam wiśnie, kawałki czekolady i delikatnie wymieszałam, już przy użyciu tylko łyżki. Przelałam do największej posiadanej blachy, którą wcześniej natłuściłam i wysypałam tartą bułką. Piekłam około 90-100 minut w 160 stopniach.




S m a c z n e g o ! 

sobota, 11 sierpnia 2012

Panna Kottka

Wiem, wiem. Powinno być: Panna Cotta, czekoladowa z sosem z białych porzeczek. Ale nic nie poradzę, gdy się ma w domu czarną kotkę z białymi łapkami, skojarzenie jest oczywiste. Jeszcze gdy do tego owa kotka nosi imię Psoty, taka psotka z nazwą deseru nasuwa się sama przez się, prawda? 




Była już porzeczka czarna, była czerwona, czas na białą. Tym razem nie w cieście, a w deserze. Panna Cotta, czyli włoska galaretka na bazie śmietany, dzisiaj z wyraźną, mocno słodką nutą czekolady. A do tego kontrastujący kolorem i kwaśnością sos z białych porzeczek. Kontrastujący tak bardzo, że żeby ów kontrast  uzupełnić, zdecydowałam się na dość oryginalny sposób podania, w zestawie zimno-ciepło. Zimna Panna Cotta i gorący sos. I niech to też będzie nawiązanie do tego, że Panny Kotki chadzają zwykle własnymi ścieżkami :)


C z e k o l a d o w a
 P a n n a     K o t t k a



Składniki:

300 ml śmietany kremówki
150 g serka waniliowego
10 łyżek sproszkowanej (lub startej) czekolady
3 łyżeczki żelatyny
75 ml wody

Wykonanie:

Śmietanę zmieszałam z serkiem i proszkiem czekoladowym, zagotowałam. Żelatynę rozpuściłam w gorącej wodzie i ciągle miksując, wąską strużką wlałam do gorącej śmietany. Ciepły krem rozlałam do filiżanek, wystudziłam i wstawiłam na noc do lodówki. Przed wyjęciem wystarczy wstawić na chwilę filiżanki do gorącej wody. 


S o s 
B i a ł y c h    P o r z e c z e k



Składniki:

2 łyżki wody
20 dag białych porzeczek
3 łyżki cukru
2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
1/3 szklanki wody

Wykonanie:

Wodę wlałam na dno niewielkiego garnuszka, wsypałam do niego porzeczki, zasypałam cukrem i zagotowałam. Mąkę ziemniaczaną rozmieszałam w wodzie i ciągle mieszając wlałam powolutku do gotujących się porzeczek. Pogotowałam jeszcze chwilę, aż sos wyraźnie zaczął gęstnieć i jeszcze ciepłym, choć już nie gorącym polałam wyjęte z filiżanek galaretki.

S m a c z n e g o ! 

PS. A Psotka wygląda tak . . . 




Wcale nie, że groźna, tylko ziewająca. Z nudów zapewne, bo te gupie człowieki takie przewidywalne . . . dobrze, że chociaż drapać potrafią . . .


piątek, 10 sierpnia 2012

Urodziwe Ciasto. Z czerwoną porzeczką.

Kontynuując wycieczkę po naszych lokalnych sadach i ogrodach, tym razem wybrałam czerwone porzeczki. Kompletnie już chyba zapomniane, kiedyś niezwykle popularne, wręcz codzienne. Porządnie kwaśne, bardzo soczyste, wyjątkowo piękne w kolorze jak małe rubiny. 
To właśnie owa porzeczkowa uroda sprawiła, że tworząc to ciasto, myślałam głównie . . . oczami. Chciałam klasycznego doboru kolorów - głęboka, świetlista czerwień porzeczek, a do niej czerń i biel. Bez czekolady, bo tę zarezerwowałam dla wiśni. 




Sernik z porzeczkami już był. Więc idealnie podpasowało mi kruche ciasto z dodatkiem kakao. I jakaś biała masa.
Krem? Nie, śmietanowy krem wykorzystałam już przy czarnej porzeczce . . . i w tym momencie włączyło mi się wspomnienie z dzieciństwa. Muszę się przyznać do pewnej słabości; uwielbiam kaszkę mannę, taką ugotowaną na słodko, koniecznie na mleku i oblaną sokiem . . . mniam! No i przypomniałam sobie, że gdzieś pośród maminych karteczek z przepisami, jest taki na kryzysowy sernik,  którym ser zastępuje właśnie masa z kaszki mannej. I tak narodziło się bardzo urodziwe ciasto.


U R O D Z I W E     C I A S T O 
P O R Z E C Z K O W E



Składniki na ciemne ciasto:


  • 2 1/2 szklanki mąki
  • 1 1/3 szklanki cukru
  • 2 budynie czekoladowe
  • 20 dag masła
  • 5 żółtek
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 1 łyżeczka soku z cytryny


Wykonanie ciemnego ciasta:

Masło utarłam z cukrem na puszystą masę i pojedynczo dodawałam żółtka. Następnie zmieszałam ze sobą wszystkie sypkie składniki (mąkę, budynie, sól i zneutralizowany sokiem z cytryny proszek do pieczenia) i nadal miksując dodawałam je po 1 łyżce do masy maślano-jajecznej. Gotowe ciasto (trochę przypomina kruszonkę, ale nie trzeba już zagniatać go na gładko) podzieliłam na 2 części, 1 schowałam do zamrażalnika, drugą wylepiłam spód dużej, kwadratowej blaszki (wcześniej jak zwykle, blaszke natłuściłam i wysypaqłam tartą bułką), ponakłuwałam widelcem i wstawiłam do lodówki. 




Składniki na masę z kaszki manny:


  • 5 białek
  • 1 1/2 szklanki cukru
  • 1/2 l gęstej, kwaśnej śmietany
  • 1 opakowanie budyniu waniliowego
  • 12 dag kaszki manny
  • 1/2 kg obranych, czerwonych porzeczek
  • szczypta soli


Wykonanie:

Białka z solą ubiłam na sztywno jak na bezy, pod koniec ubijania stopniowo dosypując cukier i dalej ubijając, aż cukier całkiem się rozpuści. Ubite białka zmieszałam ze śmietaną (już przy użyciu drewnianej łyżki, a nie miksera!), a następnie dosypałam budyń i kaszkę. 
Gotową kaszkę wylałam na wyjęte z lodówki ciasto i obsypałam porzeczkami, a na wierzch pokruszyłam ciasto wyjęte z zamrażalnika.
Ze względu na specyfikę mojego piekarnika, piekłam około 90 minut w 140 stopniach. W normalnych piekarnikach, myślę, że można je piec bardziej standardowo - około godziny w 180 stopniach.

S m a c z n e g o !


wtorek, 7 sierpnia 2012

Ciasto "Agatka". Z czarną porzeczką.

Czas na kolejne ciasto z letnimi owocami. Tym razem w roli głównej wystąpił czarna porzeczka. Tak, tak, czarna porzeczka. Owoc chyba dość lubiany i wciąż popularny. W formie soku i konfitur. Czasem w formie nalewki znanej jako likier casis. To z jej właśnie powodu ciasto miało początkowo nosić szumne imię "Creme de casis". Ale nie nosi. 

Po pierwsze dlatego, że język francuski jest mi obcy. Po drugie, bo nie lubię kuchni szumnej i snobistycznej. A po trzecie dlatego, że ciastem najbardziej zachwyciła się właśnie Agatka. Zaskoczona użyciem w cieście czarnej porzeczki natychmiast zażądała przepisu. No to ma. 


A G A T K A



Składniki na kruche ciasto:

  • 20 dag mąki pszennej
  • 5 dag mąki ziemniaczanej
  • 15 dag masła
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 łyżki gęstej, kwaśnej śmietany

Wykonanie kruchego ciasta:



Obie mąki zmieszałam z cukrem i proszkiem do pieczenia, dodałam roztopione i ostudzone masło, jajko, śmietanę i zmiksowałam. Powstałym ciastem wylepiłam natłuszczoną i wysypaną bułką tartą blaszkę i lekko podziurawiłam widelcem, a następnie wstawiłam blachę do lodówki na 30 minut. Następnie piekłam około 30 minut w 200 stopniach. 

Składniki na kisiel porzeczkowy:
  • 1 kg czarnej porzeczki
  • 1/2 szklanki cukru
  • 3/4 szklanki zimnej wody
  • 3 łyżki mąki ziemniaczanej

Wykonanie kiślu porzeczkowego:



Do dużego garnka wlałam 1/4 szklanki wody, wsypałam porzeczki i cukier. W reszcie zimnej wody rozmieszałam mąkę ziemniaczaną i ciągle mieszając powoli wlałam do gotujących się porzeczek. Jeszcze raz zagotowałam ciągle mieszając i wystudziłam. 

Składniki na galaretkę maślankową
  • 700 ml maślanki
  • 300 ml śmietany 30%
  • 3 łyżki cukru pudru
  • 1 tabliczka startej, gorzkiej czekolady
  • 9 łyżeczek żelatyny
  • 100 ml wody

Wykonanie galaretki maślankowej

Maślankę zmieszałam ze startą czekoladą. Śmietanę ubiłam z cukrem pudrem. Żelatynę rozpuściłam w ciepłej wodzie i wąskim strumieniem wlewałam do ubijanej wciąż śmietany, a na koniec domieszałam maślankę z czekoladą.



Wykończenie ciasta:

Na wystudzone ciasto wyłożyłam kisiel porzeczkowy i zalałam galaretką maślankową. Zostawiłam na noc w lodówce.

S m a c z n e g o !

niedziela, 5 sierpnia 2012

Agreściak

Obiecałam. Obiecałam, że tegoroczne lato poświęcę ciastom z naszymi, miejscowymi owocami nieco bardziej zapomnianymi niż truskawki, maliny czy jagody. I tak się złożyło, że mnie samą te owoce cudownie zaskoczyły. Kwaskowe i orzeźwiające świetnie komponują się z upalnym latem. 

Po pierwszej fascynacji rabarbarem, przyszedł czas na agrest. Ewentualnie angryst, jak mawiał mój dziadek :) Małe, zielone i czerwone kulki były przez kilka ostatnich lat nie do dostania na naszych straganach. W tym roku, ku mojej ogromnej radości, nagle się pojawiły. Osiągały przy tym ceny zgoła horrendalne (najtańsze 10 PLN za kilogram), ale przynajmniej były. Trudno. Pokonałam swoje poznańskie skąpstwo i kupiłam. A później kupiłam jeszcze raz. I jeszcze raz. 

Bo ciasto z agrestem okazało się wyśmienite! Kruchy spód, lekka, biszkoptowo-kremowa góra wykończona cieniutką warstwą bezy i charakterna kwaśność agrestu . . . ostrzegam: To ciasto uzależnia!


A G R E Ś C I A K



Składniki na dolną warstwę: 

  • 1/2 kg zielonego agrestu
  • 1/2 kg czerwonego agrestu
  • 20 dag mąki pszennej
  • 5 dag mąki ziemniaczanej
  • 15 dag masła
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 łyżki gęstej, kwaśnej śmietany


Wykonanie dolnej warstwy:

Obie mąki zmieszałam z cukrem i proszkiem do pieczenia, dodałam roztopione i ostudzone masło, jajko, śmietanę i zmiksowałam. Powstałym ciastem wylepiłam natłuszczoną i wysypaną bułką tartą blaszkę i lekko podziurawiłam widelcem, a następnie wstawiłam blachę do lodówki. 




Składniki górnej warstwy:

  • 5 jajek
  • 1 szklanka cukru
  • 5 dag masła
  • 75 ml śmietany kremówki
  • 1/2 szklanki mąki


Wykonanie górnej warstwy:

Jajka ubijałam z cukrem w mikserze na najwyższych obrotach 20 minut do białości. Dodałam mąkę, śmietanę i wystudzone, rozpuszczone masło, delikatnie zmieszałam drewnianą łyżką. 
Na wyjętej z lodówki blasze z ciastem rozsypałam obrany agrest i zalałam pianką jajeczną. 
Piekłam około godziny w 160 stopniach (bez termoobiegu, jak zwykle). Przynajmniej za pierwszym razem, bo okazało się, że to właśnie w specyfice pieczenia cały sekret tego ciasta. Upieczona prawidłowo góra powinna zamienić się w mięciutki, gąbczasty biszkopt. 
Można i tak, ale . . . osobiście polecam sposób znacznie mniej prawidłowy prowadzący do absolutnie hańbiącego zakalca. Najpierw jakieś 30 minut w 180 - 200 stopniach.A później jeszcze 45 minut w 100-120 stopniach zależnie od mocy piekarnika. I nic na to nie poradzę, że takie jest najlepsze . . . 

S m a c z n e g o !


poniedziałek, 30 lipca 2012

Żaba ma oczy, żeby patrzeć

To ma być blog czysto kulinarny, więc nie ma w nim miejsca na sport, ten mniej i bardziej ukochany. Ale podczas Igrzysk Olimpijskich kibicują chyba wszyscy. A najlepiej kibicuje się wspólnie. I, nie ukrywajmy, przy piwku. No i do piwa, dobrze jest coś pochrupać. Żabie udka są może nieco zbyt wyrafinowane, ale Żabie Oczka pasują idealnie. 
Przepis pochodzi z jednej z książek Ewy Wachowicz, choć wprowadziłam do niego kilka zmian. Małe, pikantne ciasteczka z serem i oliwkami idealnie zastępują chipsy, a wyglądają od nich znacznie efektowniej i z tego powodu, doskonale nadają się też do kobiecego kibicowania z kieliszkiem wina zamiast piwa. 


Ż a b i e     O c z k a



Składniki: 


  • 30 dag mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • kilka kropel soku z cytryny
  • 20 dag startego, żółtego sera
  • 2 jajka
  • 20 dag zimnego masła
  • słoik oliwek nadziewanych papryką
  • 1 łyżeczka ostrej, mielonej papryki
  • 1/2 łyżeczki suszonego oregano
  • 1 duża szczypta soli


Wykonanie:




Mąkę wysypuję na stolnicę, dodaję sól i proszek do pieczenia, który delikatnie spryskuję sokiem z cytryny. Sypką mieszankę siekam z masłem do uzyskania grubej kruszonki, następnie wbijam jedno jajko, dorzucam ser oraz przyprawy i szybko wyrabiam ciasto. Gotowe ciasto owijam folią i wstawiam na 30 minut do zamrażalnika. W tym czasie kroję oliwki na plasterki, mniej więcej po 3 plasterki z każdej oliwki. 
Schłodzone ciasto rozwałkowuję na grubość ok. 1/2 cm i wykrawam kieliszkiem małe kółeczka, każde smaruję rozmąconym jajkiem i w środek wciskam plasterek oliwki. Układam ciasteczka na natłuszczonej i posypanej bułką tartą blasze i piekę  12 minut w 200 stopniach. 




S m a c z n e g o !

czwartek, 26 lipca 2012

Znowu Rabarbar

Tak, tak, moje rabarbarowe szaleństwo wciąż trwa. Napadł mnie w tym roku ów rabarbar i nie odpuszcza. Źle chyba nie jest, bo nikt się nie buntuje, choć ostatnio delikatnie zasugerowano mi, że powoli zaczyna uciekać mi sezon na inne lipcowe, miejscowe cuda; wiśnie, agrest, porzeczki, jagody. W następnych wpisach będzie więc właśnie o nich. Ale dziś jeszcze nie odmówię sobie przyjemności i zaserwuję Wam ostatnie już w tym roku ciasto z rabarbarem, które urodziło się z wielu różnych inspiracji. 





Pierwszą inspiracją, było jedno ze wspomnień Mojego Taty. Podobno Moja Babcia piekła z rabarbarem kruche ciasto na zasadzie kruche - rabarbar - kruche, co dawało cudowny efekt, gdy rabarbarowy sok nasączał spód. Druga inspiracja to spotkany niedawny sok jabłkowo - rabarbarowy, pychota! Trzecia - kończące się truskawki i jagody. A na koniec, apropos jabłek, wspomnienie pewnej zimowej szarlotki, w której jabłka zapiekają się w budyniu (przyjdzie na nią czas jesienią). Efekt prezentuję poniżej. 



Wieloowocowe, Kruche Ciasto
 z
 Rabarbarem, Jabłkami i  Budyniem



Składniki:


  • 400 g mąki pszennej
  • 50 g mąki ziemniaczanej
  • 300 g zimnego masła
  • 3 żółtka
  • 2 łyżki gęstej, kwaśnej śmietany
  • 150 g cukru pudru
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 1 łyżeczka soku z cytryny
  • 1 opakowanie budyniu waniliowego *
  • 1opakowanie budyniu śmietankowego **
  • 1 opakowanie kiślu wiśniowego
  • 3 szklanki mleka
  • 6 łyżek cukru ***
  • 60 dag rabarbaru
  • 60 dag jabłek
  • 60 dag różnych owoców ****


Wykonanie:

Zmieszałam ze sobą obie mąki, cukier puder, budyń waniliowy, sypnęłam szczyptą soli (niewielka odrobina zwiększa smak i aromat ciasta o 200%) i wysypałam na stolnicę. Na wierzch wysypałam proszek do pieczenia i polałam sokiem z cytryny (taki babciny sposób na zneutralizowanie smaku sody), a kiedy przestał puszczać bąbelki, zrobiłam w moim mącznym kopczyku spore wgłębienie. 
Do dziury w mące wlałam żółtka (w wersji oszczędnościowej, żeby nie marnować białek można zamienić je na 2 jajka), śmietanę i wrzuciłam pokrojone w kostkę !zimne! masło. (Koniecznie prawdziwe masło - w kruchym cieście to ono jest podstawą smaku i koniecznie zimne i twarde - trudniej się wyrabia, ale ciasto jest rzeczywiście kruche). 
Wszystkie składniki posiekałam dużym nożem do uzyskania grudek, a później szybko zarobiłam ciasto, owinęłam folią i wstawiłam do lodówki. 




Kiedy ciasto leżakowało sobie w lodówce, zajęłam się owocami; rabarbar pokroiłam na 2cm kawałki, obrałam i pokroiłam jabłka, wyszypułkowałam i porozkrajałam na połówki truskawki, wydrylowałam czereśnie. Zajęło mi to akurat nieco więcej niż godzinę. 
Proszek budyniowy i kiślowy zmieszałam z cukrem i rozpuściłam w 1/2 szklanki zimnej wody. Zagotowałam mleko i do wrzącego, stale mieszając wlałam zawiesinę budyniowo-kiślową. Pogotowałam jeszcze około 1 minuty, żeby ładnie zgęstniała. 
Wyjęłam ciasto z lodówki i podzieliłam na dwie części (2/3 i 1/3). Większą część rozwałkowałam na kształt natłuszczonej i wysypanej bułką tartą blachy i ułożyłam na niej. Na ciasto wysypałam owoce i zalałam gorącym budyniem. Na wierzchu ułożyłam kratkę z pasków z pozostałego ciasta.
Piekłam ok.80 minut w 180 stopniach. (Dla kruchego ciasta robię wyjątek i wstawiam do gorącego piekarnika)




S m a c z n e g o !


* jako składnik ciasta
** do budyniu na owoce
***do budyniu
**** u mnie: 30 dag truskawek, 20 dag czereśni i 10 dag jagód


A na koniec jeszcze trochę się pochwalę: Oto pierwsze pomidorki z naszego ogrodu!




wtorek, 3 lipca 2012

PPP. Z rabarbarem!


(PPP - czyt. Po Prostu Puchatka) :)





Rabarbar, byle roślinka, zielsko niemal. W ogrodzie nie ma żadnych prawie wymagań. Ot, czerwona łodyżka i ogromny liść. Warzywo właściwie, nie owoc. Maczany w cukrze przypomina czar dzieciństwa. Dziś trochę ekstrawagancki, bo mocno zapomniany. 

Gdy nadchodzi lato, zwykle rzucam się na truskawki, ale w tym oku jakoś zabrakło im charakteru. A może to tylko ja - czy można przejeść się truskawkami?! W każdym razie, w tym roku czerwiec upłynął mi pod znakiem rabarbaru! 

Ile to już razy pisałam tutaj, że niezupełnie zachwyca mnie taniość i powszechność mandarynek i bananów, podczas gdy to co nasze, miejscowe i bez chemii osiąga horrendalne ceny (jak truskawki, jagody czy maliny) albo jest niemal nie do zdobycia jak agrest czy porzeczki (szczególnie białe i czarne). Otóż rabarbar jakoś oparł się temu szałowi. Bez problemu kupuję go na pobliskim straganie płacąc za kilogram tyle, co 20 dag jagód albo nieco mniej niż 1/2 kg truskawek. I nawet nie ukrywam, że jak to Poznanianka (tak wiem, Szkotka wygnana ze Szkocji za skąpstwo), uważam, że to kolejny świetny powód, żeby Wam ów rabarbar przypomnieć i polecić. 

Wystąpił już u mnie w patriotycznej Karpatce, dziś czas na Ciasto Po Prostu. Trochę babcine, dawno temu wypatrzone jako Puchatka u Małgorzaty Musierowicz (pamiętacie Babki, które upiekła Gabrysia na powrót Mamy w "Kwiecie Kalafiora"?) , nieco zmienione doświadczeniem. 




Przepis jest doskonały. Po pierwsze najprostszy na świecie, ogranicza się właściwie do "wrzucić do miski i zmiksować, w dodatku niespecjalnie starannie". Żadnej piany, żadnych drożdży, a więc i żadnego rośnięcia i zakalca, nie tylko robi się w 10 minut i właściwie samo, ale jeszcze udaje się zawsze i każdemu. Wychodzi mięciutkie i puszyste i jak żadne inne, wypełniając największą blachę jest w stanie unieść ponad kilogram owoców, które w dodatku,wcale w nim nie toną!  

Właściwie jedyną moją zmianą jest uperfumowanie go budyniem waniliowym i dodanie waniliowo-migdałowej kruszonki. Można je piec przez cały rok z dodatkiem gruszek, jabłek, śliwek i wszystkiego co tylko wpadnie nam do głowy. Dzisiaj wystąpi, oczywiście, z rabarbarem i . . . truskawkami (no cóż, tak do końca oprzeć im się nie sposób).  


P P P    z    r a b a r b a r e m 



Składniki:

5 jajek
1/2 kg cukru
1 kostka masła
1/2 kg mąki krupczatki
1/2 opakowania proszku do pieczenia
1 szklanka gęstej śmietany
1 budyń waniliowy
70 dag rabarbaru
30 dag truskawek
tłuszcz i bułka tarta do formy

Składniki na kruszonkę waniliowo-migdałową:

5 dag mąki
3 dag cukru waniliowego domowej roboty
3 dag płatków migdałowych
3 dag zamrożonego masła

Wykonanie:

Truskawki wzdłuż poprzekrawałam na połówki. Rabarbar pokroiłam na ok.2cm kawałki. Owoce delikatnie przesypałam mąką. 
Masło roztopiłam i delikatnie przestudziłam. Wszystkie składniki ciasta szybko wymieszałam mikserem i wyłożyłam na dużą, natłuszczoną i wysypaną bułką tartą blachę. Bardzo delikatnie posypałam wierzch ciasta bułką tartą i ułożyłam na nim owoce. 
Składniki kruszonki szybko wyrobiłam czubkami palców do powstania małych grudek i posypałam nimi owoce. Piekłam około 70-75 min w 180 stopniach. 

S m a c z n e g o !



piątek, 15 czerwca 2012

Biało-Czerwona na Trawie

. . . czyli Eurokarpatka w oczekiwaniu na jutrzejszy mecz. Co prawda, barwy ma nieco odwrócone, żeby ciasto nie rozmokło, ale jednak niewątpliwie biało-czerwone. Biel to tradycyjny, karpatkowy krem budyniowy z mocnym aromatem wanilii, a czerwień to rabarbar, do którego będę Was mocno w tym roku namawiać w ramach promowania nieco zapomnianych, rodzimych smaków. 

Połączenie okazało się doskonałe! Cienka warstwa delikatnego, ptysiowego ciasta, słodycz lekkiego kremu i cudownie połączyła się z kwaskowatym, orzeźwiającym smakiem rabarbarowej pulpy. Naprawdę gorąco polecam ten przepis; do kibicowania, do świętowania lub na osłodę.

E u r o k a r p a t k a



Przepis na ciasto można znaleźć tutaj. Nie był to wypiek specjalnie udany, ale głównie ze względu na krem. Ciasto wychodzi całkiem niezłe. Co do kremu budyniowego, wystarczy zmienić proporcje. Moim zdaniem idealne są takie:

Biały Krem Budyniowy do Eurokarpatki

Składniki:
100 - 125 g masła
(koniecznie masła, nie margaryny)
1 budyń waniliowy
2 szklanki mleka
4 łyżki cukru waniliowego własnej roboty
(wystarczy w słoiczku zamknąć na kilka dni miałki cukier z laską wanilii)
1 laska wanilii

Wykonanie:

Z mleka odlałam 1/2 szklanki i rozmieszałam z budyniowym proszkiem. Pozostałe mleko zagotowałam z cukrem i wanilią, szybko wyjęłam laskę wanilii i jeszcze chwilę gotując rozmieszałam w nim proszek budyniowy, aż porządnie zgęstniał. Odstawiłam do wystudzenia. 
Masło roztarłam mikserem na puszysty krem i dalej miksowałam po 1 łyżce dodając chłodny budyń. 

Rabarbarowa Pulpa do Eurokarpatki

Składniki:

60-80 dag rabarbaru
1 szklanka cukru
2 łyżki wody
2 opakowania kiślu truskawkowego

Wykonanie:

Rabarbar, bez obierania, pokroiłam na około 2 cm kawałki. Do niedużego garnka wlałam dwie łyżki wody, wrzuciłam pokrojony rabarbar, zasypałam cukrem i obgotowałam tylko tyle, by rabarbar zmiękł, a następnie dolałam rozrobiony w 1/2 szklanki wody kisiel. Wymieszałam, krótko zagotowałam i zdjęłam z ognia do wystudzenia. 

Wykończenie Eurokarpatki:

Ciasto przełożyłam kremem budyniowym, na kremie rozłożyłam rabarbarową pulpę, przykryłam drugą połową ciasta i wstawiłam do lodówki na dobre 2 godziny. 

S m a c z n e g o  k i b i c o w a n i a !

niedziela, 19 lutego 2012

Donaty

Wiem, wiem. Nie dość, że dawno mnie nie było, to jeszcze trochę spóźniłam się na Tłusty Czwartek. Ale nie tak do końca. W końcu weekend obżarstwa trwa aż do wtorku, kiedy Ostatkami (w mojej rodzinnej Wielkopolsce zwanymi "Podkoziołkiem"). 
W każdym razie, w tym roku postanowiłam uczcić końcówkę karnawału trochę po amerykańsku; zamiast tradycyjnych pączków robiąc . . . donaty. To nic innego niż polska wersja słowa "donuts" czyli pączków z dziurką, którymi we wszystkich kryminalnych serialach zajadają się amerykańscy policjanci. 



Od naszych tradycyjnych pączków donaty odróżnia przede wszystkim fakt, że choć również smaży się je w głębokim tłuszczu, to zamiast drożdży używa się do nich proszku do pieczenia. Efektem jest mniej puszyste ciasto, dla mnie coś jakby forma przejściowa między pączkiem a faworkiem. 
Naszych podniebień donaty nie podbiły i w efekcie smażę dziś najnormalniejsze, tradycyjne pączki. Ale przynajmniej kolejny kulinarny eksperymentu uznaję za zaliczony, choćby w ramach ciekawostki. Za to dla fanów gatunku będą pewnie nie lada gratką.


D o n a t y



Składniki:

  • 3/4 szklanki oleju
  • 1/2 szklanki cukru
  • 4 duże jajka
  • 1 1/2 szklanki maślanki
  • 5 1/2 szklanki przesianej mąki pszennej tortowej
  • 2 stołowe łyżki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • szczypta gałki muszkatałowej
  • 2 l oleju do smażenia

Wykonanie:



Wymieszałam ze sobą wszystkie sypkie składniki. Jajka ubiłam z cukrem i olejem, wymieszałam z maślanką i powoli wyrabiając mikserem dosypywałam połowę suchej mieszanki. Ciasto wyłożyłam na stół i wyrabiałam ręcznie z resztą suchych składników. Rozwałkowałam na grubość 1 cm i bardzo szeroką szklanką wycinałam koła, a następnie w każdym z kół wycinałam dziurkę kieliszkiem.
Rozgrzałam olej i smażyłam w nim pączki z dwóch stron na złoto. Lekko przestudzone oblałam czekoladowym lukrem i posypałam kolorową posypką. 

S m a c z n e g o !