wtorek, 9 sierpnia 2011

Smażone Zielone Pomidory

Pamiętacie ten film? Szczerze mówiąc, sama nigdy go nie widziałam. Czytałam za to książkę, która tajemniczo nagle gdzieś mi zniknęła. Pamiętam za to, że z tyłu znajdował się spis kilki fantastycznie prostych przepisów z domowej kuchni amerykańskiej. W tym również na tytułowe smażone zielone pomidory, które od lat już rozpalały moją kulinarną wyobraźnię. 
No i wreszcie, w tym roku, pomogła mi wredna, deszczowa aura, której moje wypielęgnowane, ogródkowe pomidory, po prosu nie przeżyły. W nawale deszczu i wichury uparcie spadają z krzaków zanim zdążą się zaczerwienić. W związku z powyższym całą zimę będziemy jeść sałatkę z zielonych pomidorów. Potrzebowałam nowego pomysłu. I wtedy przypomniała mi się stara, zagubiona książka. 



Z powodu tego zaginięcia, przepis musiałam wymyślić sama, ale wyszedł fantastycznie, więc postanowiłam się nim z Wami podzielić. 
Tyle tylko, że jest trochę bardziej włoski niż amerykański, bo jakoś nie mogłam oprzeć się temu, co do pomidorów pasuje najlepiej; czosnkowi i bazylii.

Smażone Zielone Pomidory 
(w cieście czosnkowo-bazyliowym)

Składniki:

3 duże, zielone pomidory
2 ząbki czosnku
garść liści świeżej bazylii
10 dag mąki
1/2 szklanki mleka
1 jajko
1/2 łyżeczki soli
pieprz 
1 łyżeczka cukru
olej słonecznikowy do smażenia



Wykonanie:

Pokroiłam pomidory w ósemki, które poprzekrawałam na połowę, a później w cienkie plasterki. Mleko zmiksowałam z jajkiem i solą, a później z mąką, cukrem, pieprzem, posiekanym czosnkiem i bazylią. Każdy, cieniutki plasterek pomidora zanurzałam w cieście i smażyłam na rozgrzanym oleju, na bardzo maleńkim ogniu aż do zrumienienia się, co jednak trochę trwało. Ale było warto. Potraktowane w ten sposób pomidory rozpadły się wewnątrz ciastowych poduszeczek na kwaskową, zieloną marmoladę, cudownie harmonizującą ze smakiem czosnku i aromatem bazylii. Po usmażeniu odsączałam z tłuszczu na papierowym ręczniku.
Następnym razem do ciasta dodam jeszcze szczyptę ostrej papryki. I może resztę pomidorów zesmażę w dip z odrobiną boczku i cebuli. 

S m a c z n e g o !

3 komentarze:

  1. Czytałam i oglądałam, ale książki też już nie mam. Nigdy nie miałam okazji wypróbować przepisu, bo kiedy hodowaliśmy pomidory to zawsze szkoda było zrywać zielonych. jest to jednak danie, które zawsze mnie intrygowało, jeśli więc spotkam się kiedyś z nimi, albo zacznę hodować, a aura będzie paskudna, to na pewno wypróbuję. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy takich nie jadłam ;) W cieście muszą byc smaczne, chociaż ciężko mi wyobrazić sobie ich smak! Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  3. No, to niestety jest przepis z własnego pomysłu, a nie z książki. W tym roku, niestety, deszcz mi skutecznie pomidory zniszczył, więc wreszcie miałam pretekst :)
    A co do smaku - leciutko kwaskowe, bardzo jędrne i mięsiste.
    Bardzo dziękuję za wizytę.

    OdpowiedzUsuń